W poszukiwaniach rond coq – czyli o kreolskim poczuciu czasu i przestrzeni

9.2.13 Karolina 1Komentarzy

W wielu rozmowach z Francuzami z métropole (tak nazywana jest Francja kontynentalna na Reunionie) pojawiały się anegdoty o tym, jak trudno jest dogadać się z Kreolami szukając drogi, konkretnego miejsca, domu. Kilku z poznanych na wyspie Francuzów, to fizjoterapeuci, więc wielokrotnie jeżdżą do pacjentów, którzy mieszkają w małych wioskach. Pytając o drogę, dowiadują się, że powinni skręcić za piątym bananowcem w prawo, następnie przejechać obok trzech pól trzciny cukrowej po lewej, po czym skręcić znowu w prawo za siódmym mangowcem. Chcąc znaleźć miejsce, w którym odbywają się walki kogutów, musiałyśmy stawić czoła kreolskiemu poczuciu czasu i przestrzeni. 

Blandine i Eduard (nasi CouchSurferzy) wysadzili nas w centrum Saint Joseph, przy supermarkecie Leader Price. Za 45 minut mieliśmy spotkać się przy samochodzie (jeśli do tego czasu nie znajdziemy rond coq/informatorów). Poszukiwania start. Jako pierwszych pytamy ludzi sprzedających owoce na straganach przed supermarketem. Jeden z nich, ten z którym rozmawia Marion, wskazuje na Goyaves (dzielnice Saint-Joseph), drugi na początku mówi, że nie wie, w końcu jednak wspomina o Goyaves.


Idziemy dalej. Wypożyczalnia kaset video. Pani mówi, że owszem walki kogutów kiedyś istniały, ale teraz są rzadko praktykowane. Idziemy dalej. Sklep meblowy. Sprzedawca od razu wyciąga telefon i próbuje sie dodzwonić do znajomego, który rzekomo praktykuje walki kogutów. Znajomy nie odbiera. Dziękujemy i idziemy dalej. Warsztat samochodowy. Sytuacja podobna do poprzedniej. Pan próbuje dodzwonić sie do kolegi, który nie odbiera. W końcu mówi, żebyśmy poszły "prosto, za mostem po prawej stronie jest stacja benzynowa, na której mamy zapytać o dalsze wskazówki". Poszukiwania niczym podchody. Idziemy więc na stację. Nie prosto tylko w lewo, ale to mały szczegół. Na stacji również wskazują na Goyaves. Mamy udać się za rondem prosto, dwa kilometry aż do stadionu, za stadionem w uliczce ma być gallodrome. Łapiemy stopa. Po pięciu minutach zatrzymuje się przemiła pani, która podwozi pod sam stadion. Za stadionem mężczyźni grają w bule (petanque). Pytamy gdzie są walki kogutów. Za 1.5 km po prawej stronie. Idziemy. Po przejściu około kilometra pytamy o rond coq: jeszcze 500 metrów. Idziemy dalej. Po przejściu kilometra pytamy pana, który po tym jak dowiedział się, że jesteśmy z polski wymienił wszystkie nazwy związane z Polską, które znał (Solidarność, Lech Wałęsa, Warszawa). „Jeszcze 300 metrów”. 



Idziemy kilometr. Pytamy panów na przystanku. Jeszcze 500 metrów. Idziemy dwa kilometry. W końcu zauważamy wypasione samochody zaparkowane wzdłuż drogi po lewej stronie i na parkingu po prawej. W końcu naszym oczom ukazuje się blaszana szopa, w której odbywają się walki kogutów. Udało się!


1 komentarz: