Plaże i piraci na wyspie Mahé

19.3.13 Karolina 4Komentarzy


Mahé - największa wyspa Seszeli, jest górzysta, a bujna natura, porastająca niemałe wzniesienia kontrastuje z wodami oceanu, mieniącymi się wieloma odcieniami niebieskiego. Najwyższy szczyt wyspy, to Morne Seychellois, który wznosi się na wysokość 903 metrów n.p.m.. Na Mahé spędziłyśmy w sumie cztery dni zwiedzając...plaże.



Będąc na zorganizowanej wycieczce, czy mieszkając w czasie podróży w wielkim hotelu, spotkanie rodaków, to nic takiego. Unikając wakacji all inclusive, podróżując samemu, przemieszczając się autostopem, czy w końcu korzystając z Couchsurfingu spadają moje szanse na spotkanie z Polakami za granicą. Usłyszeć ludzi mówiących po polsku na ulicach Paryża, czy innego europejskiego miasta można często (i nie mam tu na myśli rzucających mięsem robotników na budowach we Francji, czy w Wielkiej Brytanii;)). Spotkanie z Polakami na Reunionie czy Seszelach może jednak graniczyć z cudem. Na pierwszej wyspie spędziłam w sumie sześć tygodni i nie było mi dane spotkać nikogo z kraju nad Wisłą, jednak na Seszelach miałam więcej szczęścia :)

W sobotnie popołudnie, czekając na autobus w Victorii, zadzwoniła do nas Jess. Okazało się, że wraca z pracy i może nas zgarnąć do domu. Jess nie ma samochodu, więc kiedy podjechała, okazało się, że kierowcą jest Tom, którego poznała tego dnia w pracy. Tom okazał się Tomkiem, Polakiem, który w wieku siedmiu lat wyemigrował z rodzicami do Austrii a potem do Kanady. Teraz jest doktorem na Uniwersytecie na Hawajach (zajmuje się inżynierią dźwięku) i właśnie prowadzi projekt badawczy dotyczący...piratów. 

Piraci somalijscy na Oceanie Indyjskim są dużym problemem. Zasięg ich działania dochodzi aż do Seszeli. Zbrojne napaści, porwania, przetrzymywanie statków i zakładników przez somalijskich piratów, przestępczość zorganizowana, handel ludźmi, przemyt narkotyków, przemyt broni i pranie pieniędzy. Z takimi problemami borykają się Seszele i inne afrykańskie państwa, które złapią na swoich wodach terytorialnych piratów.

Rząd Seszeli, wspierany finansowo przez Wielką Brytanię, stara się uporać z tym wielkim problemem. Liczba ataków spadła w ciągu ostatniego roku, w dużej mierze dzięki wysokiej intensywności międzynarodowych patroli morskich i obecność silnie uzbrojonych strażników na statkach towarowych. Więcej o somalijskich piratach możecie przeczytać tutaj. 
Rząd Seszeli przejął niedawno dwa statki pirackie, na których Jess (jako prawnik pracujący w sądzie w Victorii) brała udział w demonstracji. Na inżynierii dźwięku się nie znam, na piratach tym bardziej, ale generalnie nasz nowy znajomy opowiadał, że statki pirackie to najczęściej małe łódki,w których zamontowany jest mocniejszy silnik (niż w kutrach rybackich), dzięki czemu mają większa moc i z łatwością mogą napadać na duże statki towarowe. Zadaniem Tomka było zbadanie fal akustycznych wydawanych przez statki piratów, porównanie ich z falami wydawanymi na przykład przez statki rybaków.

Z Tomkiem spędziłyśmy dwa dni, zwiedzając prawie cała wyspę. Miał wynajęty samochód, więc z łatwością mogliśmy przemieszczać się po Mahe, unikając jazdy autostopem, albo co gorsza korzystania z niebieskich autobusów (!) z szalonymi kierowcami. Wąskie i kręte drogi, lewostronny ruch - prowadzenie jakiegokolwiek pojazdu na Mahé to nie lada wyczyn.

Chatka Jess znajduje się niedaleko plaży Beau Vallon. To jedna z najpopularniejszych plaż na Mahé. Jest długa i szeroka. Piasek jest biały, a woda turkusowa. Taki widok zapiera dech w piersiach. To jest raj!

W sobotnie popołudnie wybraliśmy się na spacer na plażę Anse Major. Wyruszyliśmy z plaży Beau Vallon i na piechotę doszliśmy do restauracji/hotelu La Scala. Tam dołączył do nas Tomek, zostawiając samochód zaparkowany przy hotelu, bowiem w tym miejscu kończyła się przejezdna droga i dalej trzeba było iść pieszo. Po drodze mijaliśmy dziwne zabudowania, jak ten nieczynny już hotel, który kiedyś musiał cieszyć się popularnością i kilkoma gwiazdkami. Dzisiaj pozostały ruiny, opuszczone domki-pokoje hotelowe i basen z brudną wodą.


Kiedy po godzinie marszu doszliśmy do Anse Major, okazało się, że na plaży nikogo nie ma. Nie pierwszy i nie ostatni raz mieliśmy plażę tylko dla siebie. Od razu wskoczyliśmy do wody.

Wracając z Anse Major chcieliśmy zdążyć dojść na skały, które mijaliśmy w drodze na plażę, żeby móc podziwiać zachód słońca. Jednak przechodząc koło drzewa z carambole (po polsku ten gwieździsty owoc nazywa się (uwaga!) oskomian pospolity :D) nie mogliśmy się oprzeć. 
 

Zaopatrzeni w pyszne, soczyste owoce ruszyliśmy na skały. Udało nam się tam (dosłownie) dobiec, żeby podziwiać taki oto widok...
Fot. Marion
Fot. Marion

W niedzielę pojechaliśmy na południe wyspy, gdzie zobaczyliśmy cztery piękne plaże:

Fairyland beach - gdzie przez dwie godziny nurkowaliśmy podziwiając kolorowe rybki. Po raz kolejny plaża była tylko dla nas. Zaopatrzeni w płetwy, maski i rurki, razem z Tomkiem opłynęliśmy małą wyspę, którą widzicie na poniższym zdjęciu za moimi plecami.

Anse Takamaka - tutaj zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w poszukiwaniu... jedzenia!


Anse Royale - gdzie zjedliśmy pyszną obiadokolację.
 
Fot. Jess
Curry z ośmiornic. Pycha!



Ostatnią plażą, na której się zatrzymaliśmy było Anse Intendance. Obejrzeliśmy tam przepiękny zachód słońca.
Fot. Jess
Fot. Jess
Fot. Jess
 


Na poniższej mapie zaznaczyłam plaże, które odwiedziliśmy. Dokładne wskazówki możecie znaleźć tutaj.

4 komentarze:

  1. Takich widoków, ba, takich wypraw mi trzeba. Teraz gdy tonę w śniegu ogląda się to jeszcze milej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jak patrzę za okno, to najchętniej bym wróciła na te plaże ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia i widoki.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń