Fotograficznie: Gdynia i Opener

17.7.13 Karolina 2Komentarzy


Pierwszy wolny weekend od trzech tygodni postanowiłam wykorzystać do granic możliwości :) Już w nocy z czwartku na piątek spakowałam się i o 4h48 wsiadłam w Krakowie do pociągu jadącego nad morze. Cel - Gdynia, odwiedzenie Oli i będącej u niej na koloniach Ani, a także festiwal Opener i spotkanie z Emilką, z którą umawiałyśmy się rok i ciągle nie udawało nam się spotkać.



11 godzin w pociągu wcale nie było tak straszne, jak myślałam. Mogłam się wyspać, poczytać, posłuchać muzyki, pooglądać piękne, letnie krajobrazy i w końcu zrobić to, czego bardzo brakowało mi w ostatnim czasie - ponudzić się. Tak, paradoksalnie czerpię przyjemność z chwil, kiedy mogę nic nie robić, przyjemnie marnując czas. Może to dlatego, że takie momenty nie zdarzają się zbyt często?


Kiedy w końcu dojechałam do Gdyni, na peronie czekali na mnie Ania, Ola z Tymkiem i Tosiek - ich pies. Leniwie popołudnie, spacer na plażę i na molo w Orłowie, kolacja z widokiem na morze - czego chcieć więcej?

Kolorowe wejście do SKMki w Gdyni Orłowo.


Bardzo lubię Bałtyk, chociaż jest zimny, a pogoda nawet latem nie rozpieszcza. Jest jednak coś przyciągającego nad naszym morzem i chociaż byłam już w wielu miejscach w Europie i poza naszym kontynentem, a nad Bałtykiem niekoniecznie jest tak "rajsko" jak na Seszelach czy innych Malediwach, to i tak warto chociaż na chwilę wyskoczyć na północ, powdychać jod i pobiegać po miękkim piasku :)



W sobotę w południe pojechałam do centrum Gdyni. Przed Dworcem Głównym na scenie koncert akustyczny dał Skubas. Openerowcy i przechodnie leniwie wylegiwali się na porozstawianych przed sceną leżakach, rytmicznie bujając się w takt wydawanych przez gitarę dźwięków.


Na obiad wybrałam się ze znajomymi kuzynki, którzy byli na Openerze całe cztery dni. Potem skierowałam się prosto na autobus, który miał dowieźć mnie na lotnisko Babie Doły. Zastanawiałam się jak będzie wyglądała taka masowa impreza od strony organizacyjnej. Byłam pozytywnie zaskoczona. Po pierwsze z Gdyni Głównej na teren festiwalu kursowały darmowe autobusy. Nawet nie trzeba było czekać aż bus podjedzie, bo pojazdy stały w kolejce (kiedy odjeżdżałam naliczyłam się 10. autobusów) i kiedy tylko jeden zapełniał się ludźmi, kolejny od razu podjeżdżał na przystanek, itp., itd... Do tego można było otrzymać darmową butelkę wody. Chociaż nie było wielkiego upału (czy to w ogóle jest możliwe nad Bałtykiem? ;)), to Kropla Beskidu bardzo się przydała. Sam teren festiwalu był olbrzymi, dzięki czemu te tłumy hipsterów traciły się, kolejki po piwo, czy jedzenie były minimalne, a ścisk był tylko na koncertach. Z koncertów najbardziej podobał mi się występ amerykańskiej grupy Animal collective, bardzo pozytywnie grali też Crystal Fighters i Everything Everything. Na Kings of Leon szału nie było (co mnie nie martwi, bo przynajmniej dla mnie nie był to główny punkt programu ;)). Bardzo spodobała mi się atmosfera, organizacja, miejsce, w którym odbywał się Opener. Był to mój pierwszy wypad na ten festiwal, krótki, bo spędziłam tam tylko sobotę, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się przyjechać do Gdyni na całość. A Wy? Byliście kiedyś na Openerze? Jakie macie wrażenia? :)

Opole i Cieszyn w Gdyni. Czyli w końcu udało nam się spotkać!



P.S. Zdjęcia z Openera zostały zrobione telefonem, stąd ich nienajlepsza jakość.

2 komentarze:

  1. W czasach mojego liceum, znałam wszystkie gwiazdy Openera. Stwierdzam, że chyba jestem stara, bo z nazw zespołów, które wymieniłaś nie znam ani jednego:/ kiedyś o uszy obiła mi nazwa zespołu Kings of Leon, ale nie znam ich w ogóle...ehh;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znałam te zespoły z radiowej Trójki, chociaż, poza Kings of Leon, muzyka wymienionych grup puszczana jest "alternatywnie" ;)

      Usuń