Just another day in paradise

15.9.13 Karolina 10Komentarzy


Pamiętam jak moja rodzina goszcząca z Francji zastanawiała się, co mam na myśli piszcząc w mojej aplikacji, że lubię "aktywny wypoczynek". Kilka lat temu, właśnie jakoś początkiem września wróciłam z babskich wakacji w Tunezji. All inclusive, hotel pełen Polaków, wieczorki przy basenie z wyborami Miss i Mistera wakacji. Po tygodniu czułam się bardziej zmęczona niż przed wyjazdem. Wtedy powiedziałam sobie - nigdy więcej. Od tego czasu unikam wyjazdów zorganizowanych, hoteli, najczęściej korzystam z CouchSurfingu albo nocuję w tanich hostelach/schroniskach młodzieżowych. Lubię morze, plażę, jednak leżenie plackiem nudzi mnie po kilkunastu minutach, więc albo pływam, albo spaceruję, a pobyty nad morzem ograniczam do kilku dni. Będąc w Malezji ciężko oprzeć się pokusie zobaczenia pięknych plaż, kąpieli w ciepłym morzu z kolorowymi rybkami. Chociaż plaża na Penang nie była zachwycająca, jadąc na wyspę Tioman miałam nadzieję na znalezienie jakiegoś spokojnego miejsca, w którym będziemy mogli odpocząć.


Pulau Tioman jest małą wyspą położoną 32 km od wschodniego wybrzeża Półwyspu Malajskiego. Tioman ma 39 km długości i 12 km szerokości. W ośmiu głównych miejscowościach (największa i najbardziej zaludniona to Tekek Kampung) skupia się życie mieszkańców wyspy i przyjeżdżających tam turystów.

Planując wyjazd na Tioman zwróciliśmy uwagę na dwie rzeczy -  w sercu wyspy znajduje się dżungla, a w wodach otaczających Tioman są liczne rafy koralowe, co czyni to miejsce popularnym wśród amatorów nurkowania.


Na Tioman spędziliśmy trzy dni i cztery noce. Chociaż pora deszczowa w Malezji zaczyna się dopiero w październiku, kiedy byliśmy na wyspie dopadł nas kilkakrotnie deszcz. Raz w nocy obudziły nas pioruny i ulewa, ale następnego dnia po południu wyszło słońce i było ładnie. Z tego powodu zrezygnowałyśmy z Veroniką z odkrywania dżungli. Chociaż było ślisko, Kristel i Jakob zdecydowali się na spacer przez las na drugi kraniec wyspy i bardzo im się podobało :)

Pierwszego dnia pożyczyłyśmy maski i rurki do nurkowania od chłopaka, którego poznaliśmy poprzedniego wieczoru w barze przy plaży. Chociaż do południa padało, po południu nawet na chwilę wyjrzało słońce. Przez kilka godzin pływałyśmy wzdłuż długiego brzegu wioski ABC. Podwodne zdjęcia będziecie mogli zobaczyć już w kolejnym poście :)


Następnego dnia rano wynajęliśmy motorówkę i popłynęliśmy nurkować w okolice Coral Island - małej, niezamieszkanej wyspy na północny-wschód od Tioman. Motorówka rozpędzała się coraz bardziej, wiał lekki wiatr, a na twarzy mogliśmy poczuć delikatne krople wody. Za nami zostawialiśmy deszczowe chmury. Po drodze zatrzymywaliśmy się w miejscach, w których była ładna rafa koralowa, albo można było zobaczyć żółwie morskie. Kiedy dopływaliśmy na Coral Island naszym oczom zaczęła ukazywać się plaża z białym piaskiem.


Na miejscu nasz nowy znajomy postanowił upiec złowioną wcześniej rybę. Przygotował ognisko, nabił rybę na patyk, umieszczając go nad ogniem i po jakichś trzydziestu minutach ryba była gotowa. Delikatne mięso, chociaż niczym nieprzyprawione, smakowało wyśmienicie.


Czy zastanawialiście się kiedyś jakby to było żyć na bezludnej wyspie? Może nie tak na zawsze. Kilka dni, tygodni? Odpocząć od codzienności, ciągłego biegu, stresu, przyziemnych spraw. Martwić się jedynie tym, czy uda się złowić rybę na obiad (i na śniadanie, i na kolację też). Kiedyś tego spróbuję! Tymczasem wracając na Coral Island i do naszego dnia w raju. Chciałam napisać jaki to był dzień. Czy poniedziałek, czy może środa. Nie pamiętam. Lubię te chwile, kiedy data, dzień tygodnia, godzina stają się mniej istotne. Tego dnia też poczułam wolność, radość z tego, że nic nie muszę zrobić "na wczoraj", że mogę po prostu być i cieszyć się tą chwilą. Żeby nie było - nie trzeba wyjeżdżać do Azji, żeby to poczuć, bo równie wspaniale czułam się w lipcu, w Krakowie, siedząc z Heleną na metalowym podeście (przy którym cumują łódki) na Wiśle, pijąc wino i patrząc z boku na zasypiające miasto :-)


10 komentarzy:

  1. Na portugalskim wybrzeżu też można zapomnieć o całym świecie:) choć ja najczęściej przeżywam chwile zapomnienia w Cieszynie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mi miło! :) Mi też się zdarza zapomnieć się w Cieszynie <3

      Usuń
  2. Nie raz zastanawiałam się jak to jest, tak samemu, przez dłuższy czas na takiej rajskiej ziemi... To musi być świetnie, tak bez tego całego stresu, w ciszy i spokoju...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamieniłbym się, choć nie mam do zaoferowania zbyt wiele. DSN, lekki chłodek i perspektywa napisania zaległego rozdziału pracy magisterskiej do wtorku może nie być dla Ciebie zbyt atrakcyjna ;)
    Wypoczywaj, wypoczywaj. Pięknie tam masz.

    Moro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Moro! O rany, to trzymam mocno kciuki! Dasz radę :) Pozdrawiam!!!

      Usuń
  4. Rety, jak zjawiskowo. Żyjąc w mieście, w cywilizacji można zapomnieć że istnieją miejsca, które stanowią namiastkę raju. Ja jeszcze nie byłam na zorganizowanym wyjeździe, ale sama myśl mnie przeraża, te animacje, jak dla dzieci i wieczorki zapoznawcze;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ... proszę zaraz wracać do Cieszyna... :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej cieszę się, że znalazłam relację z Tioman, za tydzień też tam wyruszam i już nie mogę się doczekać : D
    pozdro! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale super! Baw się wspaniale! Jedno ze wspanialszych miejsc, w jakich byłam :)

      Usuń