Wpisy

Studia w Paryżu - pierwsze wrażenia

Do Francji przyjechałam w ostatni wtorek października. Dlaczego tak późno? Uczelnia, na której studiuję jest bardzo specyficzna i rok akademicki zaczyna się tutaj początkiem listopada. Dzisiaj mija pierwszy tydzień mojej uczelnianej przygody w Paryżu. Jako że spełniam moje marzenie z dzieciństwa, możecie sobie wyobrazić jak bardzo byłam (i w sumie wciąż jestem) podekscytowana z tego powodu. Dlaczego (znowu) nie wybrałam Sorbony, tylko jakąś EHESS, co ma matematyka do etnologii i czy siedem zajęć w tygodniu to nie przesada? Zapraszam do czytania :-)


Kilka słów o EHESS

École des hautes études en sciences sociales (Wyższa szkoła nauk społecznych) jest francuską uczelnią wyższą z siedzibą w Paryżu. EHESS powstała w 1975 przez odłączenie się sekcji szóstej od École pratique des hautes études. EHESS oferuje studia magisterskie i doktoranckie. Na EHESS można studiować między innymi: historię, socjologię, ekonomię, antropologię, demografię, geografię, archeologię, psychologię, lingwistykę, filozofię, prawo, matematykę (zwłaszcza stosowaną w naukach społecznych; jednym z przedmiotów do wyboru jest etnomatematyka ;)). Dewizą uczelni jest interdyscyplinarność. Dyplomy wielu dziedzin są współtworzone wraz z innymi uczelniami, takimi jak École normale supérieure, École polytechnique, czy Sorbona. EHESS jest jedną z francuskich Grandes Écoles (wiąże się to z rekrutacją w drodze konkursu oraz wysokim poziomem nauczania). Claude Lévi-Strauss, Pierre Bourdieu, Marc Augé, Jacques Derrida - to znani naukowcy, którzy byli związani z EHESS.

Aby zostać przyjętym do EHESS trzeba przygotować list motywacyjny, a także projekt badawczy, co wiąże się z wymyśleniem tematu pracy magisterskiej. Pamiętam jak końcem czerwca, po obronie pracy licencjackiej, głowiłam się nad tym, co chciałabym badać przez kolejne dwa lata. Przygotowania były tym trudniejsze, że musiałam znaleźć tutora (promotora i osobę, która będzie nade mną czuwała w czasie studiów), który zatwierdził moją kandydaturę zanim wysłałam dokumenty dalej, do sekretariatu szkoły. Następnie, początkiem września zebrała się rada pedagogiczna, która podjęła ostateczną decyzję o akceptacji mojej kandydatury. Przez ponad dwa miesiące żyłam w stresie i niepewności, jednak mejl z sekretariatu zawiadamiający o przyjęciu do szkoły, spowodował, że na moich policzkach pojawiły się łzy szczęścia.

System szkolnictwa we Francji, zwłaszcza policealnego, jest bardzo skomplikowany. Po maturze uczniowie mogą wybrać kształcenie na uniwersytetach, na kursach technicznych BTS, czy w classes préparatoires, tzw. prépas (dwuletnie kursy w liceum, bardzo intensywne, po których uczniowie mogą ubiegać się o przyjęcie do Grandes Écoles). O moich niełatwych, pomaturalnych wyborach pisałam już jakiś czas temu (tutaj). Dzisiaj, patrząc na to z perspektywy myślę sobie, że lepiej być nie mogło i doceniam wszystkie zbiegi okoliczności, które doprowadziły do tego, że teraz jestem tutaj, w Paryżu, o którym marzyłam od pierwszej wizyty we Francji w 2004 roku.

W poniedziałek poszłam na pierwsze zajęcia, będąc równie podekscytowana jak pierwszego dnia w szkole, jakieś 14 lat temu.
Każde seminarium w EHESS trwa dwie godziny. Większość przedmiotów odbywa się co tydzień (co daje 12 zajęć w semestrze), ale są też takie, które odbywają się co dwa, trzy tygodnie. Na pierwszych zajęciach dostajemy program seminariów. Jako, że zazwyczaj każdy seans prowadzony jest przez innego wykładowcę, często spoza EHESS, nawet z zagranicy, pozwala nam to zdobyć szerokie spojrzenie na daną tematykę. Nad przebiegiem seminariów czuwa zazwyczaj dwóch-trzech-czterech wykładowców - speców w danej dziedzinie, którzy zapraszają pozostałych profesorów, a także sami prowadzą wybrane zajęcia. Tylko niektóre seminaria oraz ćwiczenia z języków (francuski dla obcokrajowców i English for Social Sciences) są prowadzone przez jedną osobę.

Na początku każdego przedmiotu po tym, jak wykładowcy przedstawili nam program zajęć i opowiedzieli o tym, czym się zajmują badawczo, głos przejmowaliśmy my - studenci. Każdy miał powiedzieć kilka słów o sobie (skąd jesteśmy, co studiowaliśmy przed dostaniem się na EHESS, czym zajmowaliśmy się badawczo i o czym chcemy pisać pracę magisterską). Dzięki temu mogliśmy się lepiej poznać, dowiedzieć czym interesują się nasi koledzy z grupy, no i dla wykładowców przestawaliśmy być anonimowi. Nie było problemu, jeśli na zajęciach było 10-20 osób. Kiedy jednak zaprezentować miał się cały rok kierunku etnologia, poświęciliśmy na to prawie godzinę! Wydaje mi się, że stwarza to relację na innym poziomie niż ten, którego doświadczyłam na zajęciach w Polsce czy w Czechach. Jak podkreślił jeden z wykładowców - prowadzący są tutaj dla nas i to także od nas zależy jak zajęcia będą wyglądały. Może właśnie z tego powodu, aby zaliczyć przedmiot trzeba mieć 99% frekwencję (1% zarezerwowany dla nagłych przypadków), należy się przygotowywać na każde zajęcia (czytać artykułu, książki), a na koniec semestru oddać pisemną pracę. Tak, nie ma tutaj sesji, egzaminów. I tak, też się zastanawiam jak przeżyję ten rok bez ciągłego jeżdżenia i zarywania zajęć na uczelni (w zeszłym roku akademickim, w Pradze, pobiłam wszystkie rekordy mając pięć tygodni nieobecności). No cóż, pomęczę się w ciągu roku, żeby potem mieć cztery miesiące wakacji. Coś za coś ;-)

W EHESS student sam układa sobie plan zajęć. W ramach kierunku Etnologia i Antropologia Społeczna w każdym semestrze mamy 5 przedmiotów: jeden obowiązkowy dla całego kierunku (jest to jedyna możliwość, żeby spotkać się w jednym miejscu ze wszystkimi osobami z roku), dwa przedmioty z zakresu etnologii i dwa przedmioty z zakresu innych nauk społecznych.


W tym roku akademickim szkoła proponuje (uwaga!) 1033 przedmioty. Nie chcę wiedzieć ile godzin już spędziłam przed ekranem komputera, starając się znaleźć seminaria, które mnie interesują. Co więcej, przedmioty, które wybieram, powinny być związane z tematem mojej pracy magisterskiej, a moja tutorka może (ale nie musi) zaaprobować mój wybór seminariów. Kiedy w końcu ułożyłam mój plan, szczęśliwa, że mam wystarczającą liczbę przedmiotów, a nawet są trzy, które mnie interesują ponadprogramowo, usłyszałam od zatroskanej sekretarki - "tak, możesz mieć więcej przedmiotów, ale proszę się nie przemęczać". Ouiiiii!

Plan gotowy, czas zabrać się do pracy. Czeka mnie dużo czytania, pisania, wciąż przyzwyczajam się do myślenia (!) po francusku. Nie ma co ukrywać - mój francuski nie jest tak dobry, jak trzy lata temu, kiedy kończyłam roczną wymianę. Pierwsze dni po przyjeździe były męczące i czułam się jak na początku mojej wymiany (to już 5 lat!), kiedy wieczorami padałam na twarz ze zmęczenia, a każdy dzień dostarczał tyle wrażeń, że... szaleństwo! Chodzę po Paryżu z uśmiechem od ucha do ucha i... po prostu cieszę się, że tutaj jestem, że spełniam swoje marzenie, że spotykam na każdym kroku dobrych ludzi, chętnych do pomocy. Paris, je t'aime!


13 komentarzy:

  1. Karolinko, tak się cieszę. Mam nadzieje, że po dwóch latach nadal będziesz zachwycona, tak, jak podczas tego pierwszego tygodnia studiów :) mama

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję spełnienia marzenia! I to naprawdę dużego! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje !!! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. To brzmi jak bajka, ja po prostu MARZĘ o Paryżu!!!:) Rozumiem, że zajęcia masz po francusku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zajęcia mam po francusku, chociaż zdarzają się przedmioty po angielsku. Można zapisać się też na kurs językowy - angielski albo niemiecki na poziomie średnio- i zaawansowanym (English for Social Sciences). Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Studiować tam pewnie nie będę, ale do francuskiego muszę znowu ruszyć pełną parą;) Dzięki.

      Ps. Przeczytałam, co studiujesz i gdzie byłaś w ramach MOST-u... no i wysłałam Twojego bloga mojej współlokatorce, która też studiuje etnologię i jesteśmy wszystkie w jednym wieku. Okazało się, że owszem-trochę się znacie, no i byłaś u nas w mieszkanku na imprezie :D "Wieża", piąte piętro, dwa pokoiki, może kojarzysz. Mało imprez robimy, a jednak proszę ;) Boże, jaki ten świat mały, to jest wręcz nieprawdopodobne;)

      Usuń
    3. W Krakowie? Ciekawość mnie zżera kim jest Twoja współlokatorka ;) No! Świat jest bardzo mały! :)

      Usuń
    4. W Krakowie;) Z etnologii trzyma się z Zenerem, Matejko, Jankiem...:D

      Usuń
    5. No to z nimi chodziłam na niektóre zajęcia jak byłam na moście :) świat jest naprawdę mały :)

      Usuń
  5. Spełniłaś moje marzenia :) Nic więcej nie potrafię napisać na ten temat...

    OdpowiedzUsuń