Porto w 24 godziny

8.2.14 Karolina 1Komentarzy


Dzisiaj zapraszam Was na spacer po portugalskim Porto. Spędziłam w tym pięknym mieście tylko jedno popołudnie i chociaż w czasie mojego krótkiego pobytu w Portugalii nie miałam szczęścia z pogodą, udało mi się złapać trochę słońca. Do Porto przyleciałam z Paryża w piątkowe popołudnie. Zanim złapałam wsiadłam do pociągu do Aveiro, gdzie czekały na mnie Słowianki, pospacerowałam w okolicach dworca Porto - Campanhã, mając przedsmak tego, co miałam zobaczyć w niedzielę.


W niedzielne popołudnie, kiedy pożegnałam się z dziewczynami, wróciłam do Porto, żeby na spokojnie pochodzić po mieście. Zachęcona postami Agnieszki, w których naoglądałam się klimatycznych zdjęć, prosto z dworca São Bento udałam się w stronę rzeki.


Porto - obszar starego miasta, dzielnica Ribeira, aż po Vila Nova de Gaia po drugiej stronie rzeki Douro - zostało wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Chociaż dawniej w Ribeirze (nazwę pochodzi od określenia beira-rio oznaczającego nadbrzeże) zamieszkiwali biedni robotnicy, dziś jest to popularna wśród turystów część miasta. Kawiarnie, restauracje, przytulne hotele, sklepiki z pamiątkami - to właśnie w tej dzielnicy tętni życie. Wysokie kamienice są pomalowane na różne kolory, niektóre budynki zapomniane i zaniedbane, inne pięknie wyłożone barwnymi azulejos przyciągnęły moją uwagę. Spacerując po Porto do kieszeni schowałam mapę i postanowiłam "na czuja" iść w stronę Douro. Nieliczni turyści korzystali ze słońca, które na chwilę pojawiło się na niebie, dzięki czemu miasto nabrało kolorów. Rua das Flores kierowałam się w dół, po drodze mijając wysokie kamienice, zza których wyłaniały się dachy kościołów i kościółków.



Porto widziane z mostu Ponte Dom Luís I


Jakiś czas temu w konkursie fotograficznym Matematyka w obiektywie wygrałam futerał na aparat, w którym mieści się drugi obiektyw, który mam (75-300 mm), ale który zazwyczaj zostaje w domu, bo stary pokrowiec jest za mały, albo po prostu jestem zbyt leniwa, żeby go nosić ;) W Porto, chociaż po sześciu godzinach chodzenia przeklinałam pod nosem wyrzucając sobie, że go w ogóle zabrałam (nie dość że cały sprzęt waży z 1,5 kilo, to jeszcze zajmuje pół plecaka), to obejrzenie zrobionych zdjęć zrekompensowało mi trochę te trudy ;) Poniższe zdjęcia wykonałam spacerując z drugiej strony rzeki Douro - w Vila Nova de Gaia.



Drewniane barki, którymi spławiano tradycyjnie wino z plantacji

Jak sama nazwa wskazuje, Porto słynie z... Porto :) To portugalskie wino, przyrządzane z winogron zbieranych w dolinie rzeki Douro, jest butelkowane w Vila Nova de Gaia. Dawniej było transportowane do tego miasta w wielkich beczkach za pomocą łodzi, które widzicie na powyższych zdjęciach. Obecnie transport odbywa się drogą lądową, jednak drewniane barki przycumowane u brzegów Porto i Vila Nova de Gaia, wpisały się na stałe w miejski krajobraz, nadając charakteru temu miejscu. Kiedy spacerowałam nad Douro, jeszcze będąc w Porto, od razu zauważyłam reklamy portugalskich producentów Porto (Sandeman, Ramos Pinto, Cálem, Taylor's, Offley....), którzy mają swoje piwnice winne w Vila Nova de Gaia. Będąc tam warto skusić się na degustację tego wina (my z dziewczynami nie poprzestałyśmy na jednej butelce ;)).


Ze spraw praktycznych, to do Porto można tanio dostać się m.in. Ryanairem (ja za lot w dwie strony z/do Paryża zapłaciłam niewiele ponad 50 euro). Z lotniska Aeroporto Francisco Sá Carneiro do stacji kolejowej Porto-São Bento, czy Estação de Campanhã można dojechać metrem w około 30 minut.
W Porto jest pięć linii metra (A-niebieska, B-czerwona, C-zielona, D-żółta i E-fioletowa) i jest to największe metro w kraju. W mieście można zauważyć także tramwaje i chociaż to Lizbona kojarzyła mi się zawsze z tymi żółtymi pojazdami, to właśnie w Porto powstała w 1895 roku pierwsza linia tramwajowa na Półwyspie Iberyjskim.
Po centrum warto przemieszczać się na piechotę, wdychając po drodze klimat tego miasta :)


Z Vila Nova de Gaia spacerem udałam się z powrotem do Porto. Niedziela, a jak to w niedzielę bywa wszystko było pozamykane i tylko niektóre pastelarie zachęcały do wejścia i rozgrzania się przy ciepłej kawie i portugalskich przysmakach. Niestety księgarnia Lello, którą bardzo chciałam zobaczyć, była już zamknięta. No cóż, jest to dobry powód, żeby wrócić do Porto. Na poniższym zdjęciu widzicie olbrzymi plac Praça da Liberdade, na środku którego znajduje się rzeźba jeźdźca (a dokładnie króla Pedra IV). Zanim się ściemniło udało mi się zobaczyć kościół Igreja do Carmo, przecudnie wyłożony biało-niebieskimi płytkami azulejos.




Na placu przed uniwersytetem dostrzegłam coś, co pewnie było choinką. Przypomniała mi się metalowa konstrukcja, którą postawiono w 2012 roku w Brukseli (zdjęcie brukselskiej choinki możecie zobaczyć tutaj). Zastanawiam się, czy w Portugalii zdecydowano się na ten metalowy szkielet również dlatego, że takie coś jest neutralne religijnie i poprawne politycznie...

Ciekawa jestem jak wygląda Porto wiosną, albo latem. Wyobrażam sobie ludzi, nie tylko licznych turystów, ale też lokalsów spacerujących po centrum miasta, siedzących na placach i nad rzeką. Jest to kolejne miejsce, do którego koniecznie chcę wrócić, żeby przekonać się jak smakuje o innej porze roku :)

1 komentarz:

  1. Takie choinki są w całym kraju z braku jodeł czy świerków:) Ja i reszta Słowianek odwiedziłyśmy Porto na początku września i będąc tam w styczniu nie zauważyłam szczególnej różnicy, nawet (o dziwo!) w ilości turystów.

    OdpowiedzUsuń