Singapur w 24 godziny

1.3.14 Karolina 2Komentarzy


Dzisiaj (w końcu!) zabieram Was na spacer po Singapurze. Od mojego pobytu w tym państwie-mieście minęło już pół roku i powoli zaczynam zapominać co, gdzie, kiedy, jak... To oznacza, że czas zaplanować powrót do Azji ;) Tymczasem dziś będziecie mogli przeczytać o muzeach, w których skrywaliśmy się przed deszczem, o pięknych świątyniach i zapierających dech w piersiach wieżowcach. Chociaż w dwa dni przeszliśmy Singapur wzdłuż i wszerz, to i tak nie zobaczyłam wszystkiego, co zaplanowałam. Poniżej przedstawiam singapurską listę must-see.


W czasie pobytu w Mieście Lwa razem z Jacobem zatrzymaliśmy się w Little India w The InnCrowd Hostel (noc od osoby w wieloosobowym pokoju z klimatyzacją kosztuje SG$20). W hostelu poznaliśmy Angelique z Holandii (okazało się, że podobnie jak my ostatnie kilka dni spędziła na wyspie Tioman i już nawet raz się spotkaliśmy płynąc z wyspy do portu w Mersing). Razem z naszą nową znajomą ruszyliśmy na odkrywanie miasta.



Z głową zadartą do góry chodziliśmy po centrum finansowym. Czubki wysokich wieżowców co chwilę chowały się w chmurach, których pełno na singapurskim niebie. Kiedy doszliśmy do zatoki Marina Bay wyszło piękne słońce. Zatoka otoczona jest futurystyczną zabudową. Lew Merlion spogląda w stronę słynnego kasyna i hotelu Marina Bay Sands. Biały posąg mitycznego stworzenia z głową lwa i ciałem ryby jest znanym symbolem Singapuru i miejscem spotkań nad singapurską zatoką. Zarówno w dzień, jak i wieczorem, kiedy jest ciemno, Merlion wygląda równie imponująco.

Merlion, w tle CBD

Po drugiej stronie zatoki, za Marina Bay Sands znajdują się futurystyczne ogrody botaniczne Gardens by the Bay, o których pisałam tutaj, i które zrobiły na mnie ogromne wrażenie (zwłaszcza olbrzymie metalowe drzewa przyglądające się nam z góry). Do ogrodu można dostać się poprzez centrum handlowe znajdujące się w Marina Bay Sands. Ruchomymi schodami wyjechaliśmy na ostatnie piętro, aby następnie mostem przejść nad wielopasmową drogą i znowu schodami bądź windą zjechać do ogrodów, gdzie w końcu można było pospacerować dla zdrowia ;)


Zatokę obeszliśmy dookoła, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć panoramę miasta z różnych stron. Chociaż od nowoczesnej zabudowy wolę stare, klimatyczne, kryjące w sobie przeróżne historie kamienice, to jednak muszę przyznać, że widok szklanych wieżowców ma w sobie coś fascynującego. Do tego biznesmeni w garniturach, elegancko ubrane kobiety na wysokich obcasach, pędzący na ważne spotkania w niemożliwie drogich restauracjach i kawiarniach... korpo-świat biznesu taaaak daleki od mojej rzeczywistości.


Ten charakterystyczny budynek z dachem w kształcie duriana (czyli niezwykle śmierdzącego owocu, którego możemy spróbować w Azji) to Esplanade - Theatres on the Bay. Budynek położony nad Marina Bay jest centrum sztuki. W środku znajdują się sale koncertowe oraz teatr.


Idąc spacerem od Marina Bay naszym oczom ukazały się kolorowe domy znajdujące się przy Clarke Quay i Read Street, a w nich restauracje, bary, z nieprzyzwoicie drogim piwem, kawiarnie, kluby. Jest to trochę kiczowate miejsce, ale to właśnie tutaj toczy się życie nocne w Singapurze.


Fort Canning Park - tuż obok National Museum of Singapore (Narodowe Muzeum Singapuru) znajduje się piękny park (do którego można wjechać ruchomymi schodami ;)). Kiedy nie padało pospacerowaliśmy po tym wielkim i zupełnie pustym ogrodzie.


W National Museum of Singapore schowaliśmy się kiedy zaczęło padać. Ekspozycja przedstawia historię i kulturę Singapuru od przybycia pierwszych ludzi na te tereny, po współczesność. Muzeum jest bardzo interaktywne. Przy wejściu otrzymuje się audio-guide, a w trakcie oglądania ekspozycji, poza tradycyjnymi eksponatami można również obejrzeć krótki film, czy wysłuchać nagranych wywiadów z różnymi osobami związanymi z Singapurem. Najbardziej zaciekawiły mnie historie ludzi, którzy wspominali czasy, w których Singapur zdobył suwerenność. W 1965 roku Singapur uzyskał niepodległość od Malezji, a osoby przebywające na jego terytorium otrzymały singapurski paszport i narodowość. W jednej z rodzin, których historię można było usłyszeć w muzeum, dwie siostry zostały rozdzielone przez nowo-powstałą granicę (jedna została w Malezji, druga w Singapurze). 

Muzeum znajduje się w pięknym, zadbanym neoklasycystycznym budynku z XIX wieku, który zwieńczony jest szklaną kopułą z witrażami.



Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy, było Peranakan MuseumJest to najnowsze z singapurskich muzeów, jedno z ciekawszych, w jakim kiedykolwiek byłam. Fotografie, eksponaty związane z życiem codziennym, a także świątecznym Singapurczyków, krótkie filmy, zgadywanki dla dzieci (i nie tylko ;)) - ponad godzinna wizyta minęła w oka mgnieniu! 

Kim jest Peranakan? Przez wieki bogactwo Azji Południowo-Wschodniej przyciągało zagranicznych przedsiębiorców na te tereny. Chociaż wielu wracało do swoich ojczyzn, niektórzy pozostawali na Półwyspie Malajskim, poślubiając miejscowe kobiety. Peranakan, co oznacza "lokalnie urodzony", to malajska nazwa potomków chińskich imigrantów, którzy przybyli na Półwysep Malajski na przełomie XV i XVI wieku. W Singapurze mieszka około 500 000 Peranakan i w ostatnich latach zauważono kulturalne odrodzenie tej grupy. Kultura Peranakan wciąż jest częścią żywego dziedzictwa Singapuru, o czym możemy przekonać się odwiedzając to muzeum.

Wstęp do muzeów w Singapurze jest płatny, jednak w tym muzeum w piątkowe wieczory (19h-21h) można skorzystać ze zniżki na bilety (SGD 3/1,5; bez zniżki: SGD 6/3).


O kolorowym China Town pisałam już jakiś czas temu tutaj. Bardzo podobał mi się kontrast między kolorowymi kamienicami, szklanymi wieżowcami i zawieszonymi w poprzek ulic kolorowymi lampionami. Poza spróbowaniem pysznego jedzenia, odwiedziliśmy też chińskie świątynie.


Buddha Tooth Relic Temple - ta pięciopiętrowa buddyjska świątynia jest miejscem, w którym znajdują się relikwie zęba Buddy. W budynku tym mogliśmy również obejrzeć wystawę dotyczącą różnych aspektów kultury i sztuki religijnej w Singapurze. Największe wrażenie zrobił na mnie olbrzymi, 420-kilogramowy posąg Buddy ze złota.

Piękny ogród na dachu świątyni

Tyle udało mi się zobaczyć w Mieście Lwa w czasie dwudniowego pobytu. W sobotni poranek, siódmego września, po ostatnim śniadaniu z Jacobem (który towarzyszył mi od Summer Academy w Malezji) i Angelique (z którą odkrywaliśmy Singapur) udałam się na lotnisko, skąd miałam lot do filipińskiej Manili...

Przypominam pozostałe posty o Mieście Lwa:

2 komentarze:

  1. troszeczkę się zmieniło, od mojego pobytu tutaj w 2004 rok, miło jest wpaść do Ciebie i się przyjrzeć tym zmianom, tym bardziej, że zdjęcia masz naprawdę cudowne
    z pozdrowieniami, Ella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że Singapur zmienia się w ogromnym tempie! Angelique miała przewodnik z 2011 roku bodajże i wieeeele miejsc jeszcze wtedy nie istniało.
      Cieszę się, że podobają Ci się moje zdjęcia :) Dzięki!
      Pozdrawiam!

      Usuń