Jestę wędkarzem, czyli moja pierwsza złowiona ryba!

14.10.14 Karolina 1Komentarzy


W pierwszą sobotę października, kiedy wróciłam na Wyspę Choinek z Nouméi (gdzie poleciałam na kilka dni nabrać trochę dystansu i odpocząć od mojego terenu badawczego), moja rodzinka goszcząca powiedziała mi, że mają dla mnie niespodziankę. Okazało się, że wyruszymy na całe popołudnie łowić ryby, jednak tym razem na większej łodzi, dzięki czemu będziemy mogli wypłynąć na pełne morze...





W drodze z portu do domu zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w hotelu, w którym pracuje moja host-mama, bo umówiła mi wywiad z dyrektorem. Potem szybko przebraliśmy się, zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i pojechaliśmy nad zatokę, gdzie czekał już na nas Jacek ze swoimi kuzynami. Tego dnia była przepiękna pogoda. Słońce, do tego lekki wiatr i piękny widok na wyspę, od której dzieliło nas kilka kilometrów.

Gdzie płyniemy, panie kapitanie?

Po wypłynięciu na pełne morze, w siódemkę, każdy z wędką w ręku, rozpoczęliśmy połów, zapełniając do wieczora wielką przenośną lodówkę.

Początek łowów


Po południu złowiłam pierwszą w życiu rybę, a potem podobno nawet drugą, ale nie do końca pamiętam co i jak, bo w pewnym momencie zrobiło mi się bardzo niedobrze.....;)


Kiedy fale stawały się coraz większe, starałam się nie patrzeć na wodę, tylko na wierzchołek najwyższego szczytu na wyspie, jednak moja metoda nie do końca była skuteczna :D Cóż, nie jestem przyzwyczajona do dryfowania na otwartym morzu (w słońcu) przez osiem godzin.


Trudy i cięższe chwile wynagrodził mi niesamowity zachód słońca.

1 komentarz:

  1. Antropolog, badacz, podróżnik, rybak/wędkarz, to wszystko o mojej Karolince :)

    OdpowiedzUsuń