Summary of the year 2014

27.12.14 Karolina 15Komentarzy


I znowu rok dobiega końca, a ja z ciekawością spoglądam na to wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie dwanaście miesięcy. Zanim jednak podsumuję 2014 rok, przytoczę moje słowa, które pisałam podsumowując rok 2013:

"W Nowy Rok wchodzą z ogromną ciekawością tego, co ze sobą przyniesie. Wiem, że po raz pierwszy od pięciu lat jesienią nie zmienię miejsca zamieszkania, bo planuję dokończyć studia magisterskie w Paryżu. Mam małe-wielkie marzenie o dalekiej podróży na jedną z wysp na Pacyfiku i końcem zimy powinno okazać się, czy uda mi się je spełnić. Poza tym bardzo chciałabym w każdym miesiącu odbyć co najmniej jedną podróż. Może być mała, nawet w obrębie Paryża, albo trochę dalsza, do innego kraju."

Jak widzicie moje małe-wielkie marzenia się spełniły. W drodze spędziłam ponad 5 miesięcy, odwiedziłam 9 krajów, na 3 kontynentach, leciałam 25 razy samolotem.


Podróżniczy rok rozpoczęłam od weekendowego wypadu do Portugalii końcem stycznia, gdzie w Aveiro odwiedziłam Jagodę, Kasię i Sandrę. Dziewczyny pokazały mi kawałek swojego erasmusowego świata, skosztowałam portugalskich pyszności i napiłam się porto w Porto.


W lutym walczyłam z sesją bez egzaminów, spędzając zimowe dni w bibliotece i pisząc prace zaliczeniowe. Był to też miesiąc odwiedzin. Najpierw do Paryża wpadła Mama z siódemką znajomych, potem moja przyjaciółka Basia, a pod koniec miesiąca Kasia, która była na wymianie AFS w południowo-zachodniej Francji i miała prawo w czasie ferii zimowych udać się do innego regionu (w ten sposób razem z moimi współlokatorami staliśmy się najdziwniejszą rodziną goszczącą :D). Pod koniec miesiąca, korzystając z tygodniowej przerwy w szkole, pojechałam do przyjaciół do Grenoble, gdzie spełniło się moje marzenie z dzieciństwa - zabrali mnie na narty w Alpy :)


W marcu zajrzałam na tydzień do Polski, bo moja Mama miała kolokwium habilitacyjne i nie wyobrażałam sobie trzymania kciuków w takim dniu na odległość. W weekend przed 22-gimi urodzinami udałam się do Poitiers, gdzie chodziłam do liceum. Odwiedziłam moją wychowawczynię, a także szkołę, w której - jak co roku w połowie marca - odbywał się dzień otwarty. Spotkałam tam się z moją host-siostrą, z którą stopem pojechałyśmy do domu na wieś, a stamtąd mama zabrała nas do La Rochelle. Powiedzmy, że to taka sentymentalna podróż, bo w tym roku minęło pięć lat od mojej wymiany i z radością odwiedziłam stare kąty.

"Dzień dobry Karo, pojechałyśmy głosować. Czuj się jak u siebie, no bo tak jest. Do zobaczenia, Clem" :)

Kwiecień był miesiącem pod znakiem ferii wiosennych. Najpierw spędziłam dwa tygodnie na badaniach terenowych w Maroku, a potem poleciałam na półtora tygodnia do Polski, gdzie (już tradycyjnie) byłam wolontariuszką w czasie Przeglądu Filmowego Kino na Granicy. W międzyczasie odwiedziłam Warszawę i Kraków, zajrzałam też do Pragi.


Po wiosennych wyjazdach, pozytywnie naładowana wróciłam do Paryża, żeby przez kolejny miesiąc "walczyć" ze studenckimi, bardziej poważnymi sprawami. W maju najczęściej pokonywaną przeze mnie trasą była ta na linii dom-biblioteka. Pod koniec miesiąca moja rodzinka goszcząca zabrała mnie na rodzinny weekend do Normandii, gdzie przez kilka dni (poza spacerami) spędziłam więcej czasu przy stole niż przez resztę roku ;)



Czerwiec był prawie tak pasjonujący jak maj. Korzystając z ładnej pogody zwiedzałam sobie Paryż. Do ciekawszych wizyt zaliczę te w radio i we francuskim Senacie, gdzie zostałam zaproszona przez Senatora z Nowej Kaledonii. W czerwcu miałam przyjemność poznać Kasię z bloga Bretonissime, która się u mnie zatrzymała w drodze do Polski i przegadałyśmy dwa dni jakbyśmy znały się od lat :) Pod koniec miesiąca wróciłam do Polski....


...żeby trzeciego lipca znowu polecieć do Paryża (dowiedzieć się, czy zaliczyłam rok i na weekendowe seminarium z AFSu). Z Francji do Polski wróciłam przez Bolonię, gdzie spędziłam (pyszne i słoneczne) trzy dni u znajomych z AFSu. Czas leciał wyjątkowo szybko. Odwiedziny rodziny i przyjaciół, Festiwal Colours of Ostrava, a na koniec miesiąca spotkanie w Berlinie z moimi rodzicami i francuską rodziną goszczącą, którą po kilku dniach zwiedzania stolicy Niemiec zabraliśmy do Polski (odwiedziliśmy Poznań i lubuskie wsie).

Bolonia / Berlin / Ostrava / Cieszyn / Poznań / Świebodzin

Sierpień rozpoczęłam od  Woodstocku. Potem nadszedł czas pożegnań przed dwumiesięcznym wyjazdem na drugi koniec świata (ładna, letnia pogoda + ogródek = garden party :)). Dwunastego sierpnia, razem z Mamą, wyruszyłyśmy w podróż z Cieszyna do Sydney, przez Pragę i Dubaj. Dwa dni później szczypałyśmy się, nie wierząc, że Opera, którą podziwiamy płynąc statkiem do naszej CouchSurferki, to nie wytwór naszej imaginacji. W Australii spędziłyśmy wspaniałe trzy tygodnie <3


Trzeciego września, po pożegnaniu się z Mamą, poleciałam "na jedną z wysp na Pacyfiku", a dokładniej na Grande Terre, główną wyspę Nowej Kaledonii. Kolejne siedem tygodni spędziłam na Wyspie Choinek, gdzie prowadziłam badania do pracy magisterskiej. Żyjąc przez ponad miesiąc na malutkiej, zamieszkanej przez 2 tysiące osób wyspie, uczyłam się nowej, melanezyjskiej kultury, odkrywając życie Kunie "od podszewki". Złowiłam pierwszą w życiu rybę, kosztowałam langusty i endemiczne ślimaki, spotykałam ciekawych ludzi, z którymi przeprowadzałam trwające godzinami wywiady i mniej formalne rozmowy. Przez ponad miesiąc byłam identyfikowana jako "polska studentka", którą trzeba się zająć, podwieźć, nakarmić i otoczyć opieką :)


W październiku, po kilkudniowym międzylądowaniu w Sydney, wróciłam do Europy. W drodze do domu zahaczyłam o czeskie Pilzno i AFSowe szkolenie. Dyrektorka czeskiego AFSu, kiedy zobaczyła mnie na spotkaniu otwierającym seminarium, z pełną powagą zapytała mnie: "Wiesz, że takie podróżowanie jest niebezpieczne? Stanie się to uzależnieniem". Obawiam się, że już za późno....:) Po powrocie do cieszyńskiego domu wpadłam w tryb, którego obawiałam się będąc 17 tysięcy kilometrów stąd. Pisałam o tym niedawno w poście o szoku kulturowym i problemach z readaptacją.


Ostatniego dnia października wróciłam na studia do Paryża, jednak listopad rozpoczęłam od wolontariatu na Światowym Kongresie i obchodach stulecia AFSu. Po dziesięciu dniach pracy w grupie wolontariuszy pochodzących z ponad dwudziestu krajów, co gorsza/ciekawsze koordynowanej przez grupę (nieogarniętych) Francuzów, doszłam do wniosku, że niepojęta jest francuska logika i współpraca międzynarodowa (zwłaszcza jeśli w grę wchodzi komunikacja na linii Francja-USA-reszta świata...). Po wolontariacie spokojnie rozpoczęłam studia, starając się tak sobie ułożyć plan na nadchodzący rok akademicki, żeby był jak najbardziej elastyczny i podatny na moje wyjazdowe pomysły.


Grudzień, już po raz trzeci, był pod znakiem Brukseli i ECTP Camp. Był to czas międzynarodowych spotkań ze znajomymi z całej Europy. Z Belgii jest już tylko kawałek do Luksemburga, więc żal byłoby z tego nie skorzystać.  Gdyby nie świadomość tego, że niedługo czeka mnie powrót do Polski na Święta, ciężko byłoby mi przetrwać ostatni, przedświąteczny tydzień w Paryżu. Na szczęście udało się!


Koniec roku zapowiada też nadejście końca zimy (chociaż w sumie nie mam nic przeciwko zimie; dobija mnie tylko ta szara, depresyjna jesienio-zima, która sprawia, że nie chce mi się wstać z łóżka). Podobnie jak rok temu nie wiem, co przyniesie z sobą kolejne 365 dni. Na najbliższe miesiące planuję pisanie pracy magisterskiej, którą chciałabym obronić w czerwcu. W międzyczasie zajrzę kilka razy do Polski (na początek już w pierwszy weekend stycznia ;)). Co dalej? Nie wiem. I jest to w pewnym stopniu ekscytujące...

Rok 2014 to także 83 posty na blogu!:) Dzięki, że byliście ze mną! 
Życzę Wam, żeby 2015 rok był pełen pozytywnych i czasem zaskakujących niespodzianek!

15 komentarzy:

  1. Rok zdecydowanie aktywny, pozazdrościć.
    Trochę mi wizualnie post namieszał, bo Sydney widzę w poście 3x kiedy np. czytam o Paryżu....
    podobnie inne zdjęcia się powtarzają, moim zdaniem trochę to miesza w głowie;)
    Może lepiej większe pliki wrzucać niż tę sama mozaike kilka razy...?
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz Piotr! Trochę blogger namieszał ze zdjęciami z picassy, ale teraz już wszystko powinno być okej :)
      Pozdrawiam poświątecznie!

      Usuń
  2. Powodzenia i spełnienia jeszcze fajniejszych planów w 2015! Strasznie zazdroszczę Ci badań w Nowej Kaledonii! Poważnie, na "mojej" polskiej etnologii wysłano nas do Leśnej, a i tak większość pobytu finansowaliśmy sami. Nie to, żeby nie było fajnie, ale jednak Wyspa Choinek brzmi bardziej ekscytująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Faktycznie, im dalej, tym bardziej ekscytująco. Ja też na licencjacie w Polsce objechałam w czasie badań okolicę (Wisła, Zakopane, Kalwaria....) i w sumie nawet się cieszę, bo dzięki temu lepiej ją poznałam :)

      Usuń
  3. Ależ intensywny rok! Ciekawe co przyniesie kolejny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolinko, dziękuję za piękne chwile, dni, tygodnie spędzone wspólnie w 2014 roku :) Wiele moich wydarzeń było "pełniejszych" dzięki Tobie, a innych (np. Australia) by wcale nie było :) bez Ciebie :)
    W 2015 życzę realizacji planów, zamierzeń i zaskakujących niespodzianek / oczywiście szczęśliwych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Imponujący rok! Samych cudowności w nowym, 2015 roku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Łał tacy ludzie jak ty inspirują na maksa i pokazują że kurde można! Dziękuje za to, powiedz mi czy twoja etnologia daje wiele możliwości podróżowania? A tak poza tym to gratuluje aktywnego roku i byle następny był tak dobry albo i jeszcze lepszy! No i oczywiście troszkę zazdraszczam że ja jestem jeszcze taka nieogarnięte z podróżowaniem :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)
      Co do etnologii, to zależy tak naprawdę od Ciebie ile z niej wyciśniesz. Uczelnie proponują różne wyjazdy w ramach zajęć i praktyk (np. dwutygodniowe badania terenowe w wakacje, ale to raczej w Polsce). Czasami wykładowcy zabierają studentów na swoje badania (w Cieszynie np. była możliwość wyjazdu do Sudanu, Kurdystanu....). Są też programy typu Erasmus, CEEPUS i inne. Nic tylko wybierać, aplikować i jeździć :)

      Usuń
  7. Rewelacja! Trzymam kciuki żebu 2015 był równie udany pod każdym względem! Pozdrawiam z Koh Tao i zabieram się za pisanie swojego podsumowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały rok! Szalenie mi się podoba idea mieszkania na krócej lub dłużej w różnych miejsach na ziemi. A co do uzależnienia - oby tylko takie nas dopadały :) Wspaniałego 2015!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, rok pełen wrażeń! :) Poznanie Ciebie było jedną z najlepszych rzeczy, która mi się przytrafiła w 2014! Uściski i mam nadzieję, że do szybkiego ponownego zobaczenia! :)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń