Recenzja: "Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym"

21.3.15 Karolina 0Komentarzy


Wyjazdy z biurem podróży i takie organizowane na własną rękę. Tanie linie lotnicze, hostele i hotele proponujące pobyty all inclusive. Żyjemy w czasach, gdy przemysł turystyczny stał się dla wielu krajów główną gałęzią gospodarki i źródłem utrzymania dla mieszkańców. Co kryje się za kulisami masowej turystyki? Zapraszam do przeczytania recenzji książki Jennie Dielemans, pt. "Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym".

Globalne rozprzestrzenianie się przemysłu turystycznego i jego wpływ na liczne aspekty codziennego życia ludzi na całym świecie, zarówno turystów, jak i członków społeczności ich przyjmujących zostały omówione przez szwedzką dziennikarkę, reporterkę, felietonistkę i pisarkę, która w zbiorze reportaży opisała jak funkcjonuje przemysł turystyczny. W latach 2005–2008 razem z fotografem Shahabem Salehim odwiedziła ona wiele miejsc na całym świecie, od Wysp Kanaryjskich, przez Tajlandię i Wietnam, po Karaiby.

Podróżowanie – przywilej nielicznych?

Kiedy pojawiła się potrzeba getting away from it all, zostawienia za sobą szarej codzienności i wyruszenia w stronę lepszego, do raju? W którym momencie podróżowanie przestało być przywilejem wybranych, a stało się prawem obywatelskim, wynagrodzeniem za przepracowany czas? Jak zauważa Jennie Dielemans, do połowy XIX wieku młodzież z dobrych domów odbywała podróże w celach edukacyjnych, a na podróżowanie dla przyjemności, na przykład do uzdrowisk, mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. „Wraz z rozwojem miast przemysłowych w XIX wieku i rosnącym uzależnieniem człowieka od czasu i miejsca pracy zrodziła się idea urlopu jako wynagrodzenia za pracę” pisze autorka i zwraca także uwagę na popularyzację zorganizowanych form wypoczynku. Bez wątpienia przyczynił się do tego Thomas Cook, założyciel pierwszego biura podróży, który wykorzystując możliwości kolei w 1841 zaczął organizować pierwsze zbiorowe podróże po Wielkiej Brytanii i Europie. Dziś Thomas Cook to nazwa jednej z największych europejskich agencji turystycznych, będąca ważnym aktorem przemysłu turystycznego. Turystyczne destynacje stanowiły i wciąż stanowią przeciwwagę dla codzienności, stresującego i pozbawionego harmonii życia w mieście.

Z roku na rok liczba turystów wzrasta. Jeździmy w coraz dalsze zakątki świata i jeszcze zanim wsiądziemy do samolotu, mamy gotowe wyobrażenie miejsca, do którego wybieramy się w podróż. Podróż zaczynamy przed wyjazdem, udając się do biura podróży lub organizując wyjazd na własną rękę. Rozmawiając ze znajomymi, przeglądając przewodniki turystyczne i katalogi biur podróży, zastanawiamy się jak to będzie, gdy już dotrzemy do celu. Duży wpływ na podjęcie decyzji o kierunku wyjazdu ma odpowiednio przygotowany opis, poparty słowami takimi jak „pierwotny”, „prawdziwy”, „nienaruszony”, „autentyczny”, precyzyjnymi informacjami dotyczącymi hotelu oraz miejsca wyjazdu, a także wysokiej jakości fotografiami, często przedstawiającymi tubylców stereotypowo, jako atrakcje turystyczne.


Efekt domina

Opisując przemysł turystyczny w Hiszpanii oraz w Meksyku, Dielemans zwraca uwagę na to w jaki sposób eksplozja turystyki wpłynęła na eksploatację środowiska. Wraz z postępującym umasowieniem turystyki, w wielu miejscach na całym świecie zaczęto rozbudowywać infrastrukturę turystyczną, z myślą o maksymalizacji zysków. Nadmorski krajobraz zaczął ulegać szybkim przemianom. Chociaż rozwój turystyki na początku zapewniał miejsca pracy i rozwój ekonomiczny, po jakimś czasie zaczęto odczuwać jego negatywny wpływ. Nadmierna eksploatacja, korupcja, samowola budowlana, zanieczyszczanie środowiska – to tylko niektóre z problemów, z którymi stykają się mieszkańcy miejsc odwiedzanych przez turystów.


Dielemans opisuje losy turystycznych destynacji jako efekt domina. Najpierw dana miejscowość zostaje „odkryta” (dzięki swoim walorom krajobrazowym) i dostosowana do potrzeb turystów. Wzdłuż brzegów wyrastają hotele, do rozreklamowanego miejsca przyjeżdża coraz więcej osób, które po pewnym czasie zaczynają uważać je za banalne, nieciekawe, zbyt mało „autentyczne”. Kolejnym krokiem są dalsze poszukiwania nowych, nietkniętych miejsc. Przykładem jest to w jaki sposób postrzegane dziś są Wyspy Kanaryjskie albo tajlandzka wyspa Ko Pha Ngan znana wśród backpackerów z full moon parties. Będąc niegdyś miejscem o relatywnie wysokim statusie, poprzez rozwój i popularyzację wyjazdów w to miejsce, uznawane są za passé. W obydwu przypadkach powtarza się model od miejsca „elitarnego”, o wysokim statusie do „turystycznego”, o niskim statusie.

Linkage i leakage, czyli przemysł turystyczny a lokalna społeczność

Autorka zastanawia się również nad tym, jak duża część dochodu z turystyki rzeczywiście zostaje w krajach, do których wyjeżdżamy, a jaka wraca do oddziału głównego firmy. Odwołuje się ona do dwóch terminów : linkage – określa konsekwencje pojawienia się turystów dla życia mieszkańców w postaci źródeł zarobków, w tym przypadku przemysł turystyczny włącza w proces lokalną społeczność; z kolei leakage oznacza pieniądze, które wyciekają i wracają do krajów, z których przyjechali turyści. Jak zauważa autorka trzema najważniejszymi graczami w przemyśle turystycznym są linie lotnicze, agencje turystyczne i hotele. Dwaj pierwsi są niemal bez wyjątku w rękach zagranicznych właścicieli i to do nich należą zyski. Pieniądze wyciekają także na inne sposoby, np. za sprawą importu towarów, na które zapotrzebowanie zgłosili turyści, wynagrodzenia i podatki płacone poza miejscowością wypoczynkową. Do największego wycieku dochodzi jeśli wykupiliśmy wakacje all-inclusive.


Model all-inclusive (w cenę pakietu wliczona jest podróż, nocleg i jedzenie) upowszechnił się na Karaibach pod koniec lat 80. XX wieku. Obecność turystów skoncentrowana jest w ośrodkach enklawowych (enclave resorts), "obozach koncentracyjnych luksusu" (Alastair REID), którymi są kilkugwiazdkowe hotele, odgrodzone od otoczenia wysokimi murami, należące do międzynarodowych korporacji. W przypadku modelu all-inclusive spada także liczba osób zatrudnionych poza hotelem. Jak zauważa Dielemans, kraj, do którego udaje się turysta korzystający z takiego pakietu, przestaje mieć większe znaczenie. Liczy się za to renoma hotelu, basenu, plaży i baru, a więc zestandaryzowanej przestrzeni, do której ogranicza się jego pobyt.


Także backpackerzy poruszają się według określonych schematów, od jednej atrakcji turystycznej do drugiej, szukając alternatyw pozwalających uciec od teatralnych przedstawień przygotowanych dla turystów. W efekcie jednak sami stają się członkami takich inscenizacji. Dzieje się tak na przykład w czasie wycieczek opisanych przez Jenne Dielemans, które odbywają turyści do wiosek zamieszkanych przez plemiona Hmong i Dao w Wietnamie. Backpackerzy odwiedzając tą część świata mogą zobaczyć jak mieszkają tamtejsi ludzie, mają możliwość skosztowania lokalnych potraw, kupna wyrobów rzemieślniczych, a nawet wykupienia noclegu w jednym z plemion (tzw. homestays). "Nikt nie jest równie mocno przywiązany do tej pogoni za nietkniętym, co backpackerzy. Nikt tak bardzo nie obawia się turystycznych pułapek i nikt tak bardzo nie upiera się przy nazywaniu siebie podróżnikiem – a nie turystą" pisze Dielemans dodając, że sposób podróżowania backapckerów jest równie przewidywalny jak turystów czarterowych. Jak podkreśla autorka, "zainteresowanie mieszkańcami, których postrzegamy jako "autentycznych", jest ogromne. (…) To jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi turystyki".



Dielemans zwraca uwagę na to, że osoba wyjeżdżająca na egzotyczne wakacje dobrze wie czego może się spodziewać, nadal jednak domaga się kolorytu lokalnego, czegoś, co odróżni jedną podróż od drugiej. "Z rajskiego bufetu wybieramy to, co będzie świadczyć o naszym statusie, co będziemy mogli podsunąć pod nos komuś z tej ekskluzywnej grupy podczas wakacyjnej przygody. Egzotyczne miejsca i autentyczne spotkania są twardą walutą w naszym ciągłym wyścigu na porównania" zauważa autorka, dodając, że "bez zbędnego namysłu anektujemy, przekształcamy i przerabiamy miejsca, do których jeździmy na wakacje, tak by odpowiadały naszym własnym potrzebom i wyobrażeniom"...

Jennie Dielemans w zbiorze reportaży powołuje się na wiele naukowych źródeł, a przykłady z życia, które podaje, pozwalają na lepsze zrozumienie zagadnień związanych z przemysłem turystycznym. Książkę czyta się przyjemnie i myślę, że mogłaby to być jedna z obowiązkowych lektur dla każdej osoby planującej wyjazd, nie tylko na wakacje all-inclusive. Dzięki obserwacji sytuacji społecznych, reakcji, zachowań, a także dzięki konkretnym przykładom i opowieściom ’zza kulis’, w czasie lektury możemy zastanowić się nad prawdziwą wartością podróży.



DIELEMANS, Jennie. 2011. Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym. Wydawnictwo Czarne.


Książkę, w wersji papierowej lub elektronicznej, można nabyć na stronie Wydawnictwa Czarne.

0 Ciekawych myśli: