#MyFirst7Jobs - czyli droga, która prowadzi do celu

1.9.16 Karolina 8Komentarzy


Od kilku tygodni w Internecie co i rusz można natrafić na hasztag #MyFirst7Jobs. Nie przepadam za internetowymi łańcuszkami, jednak ten wyjątkowo mi się spodobał. Wiele osób zdecydowało się podzielić ze światem swoimi pierwszymi zajęciami, które niejednokrotnie miały wpływ na miejsce, w którym się teraz znajdują. Ciekawa akcja, pozwalająca zastanowić się nad drogą zawodową, którą dotychczas przebyliśmy, wciągnęła także mnie. A więc jakie było moje pierwsze siedem prac?

#1 Konserwator powierzchni płaskich

Moja pierwsza praca, którą rozpoczęłam kilka dni po zdaniu francuskiej matury, była bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Na pierwszy miesiąc "dorosłych" wakacji przeprowadziłam się do Lyonu, gdzie pracowałam w firmie sprzątającej. Jadąc tam myślałam, że będę sprzątała apartamenty. I faktycznie tak było, jednak mieszkania, które musiałam wypucować, nie były jeszcze oddane do użytku... Pracowałam na budowach, często będąc jedyną osobą płci żeńskiej w okolicy. Na poczekaniu wymyśliłam historię o chłopaku, z którym to planujemy już ślub i który na pewno niedługo mnie odwiedzi. Jedno jest pewne - tylu propozycji wyjścia na randkę, co w czasie tego miesiąca, nigdy nie dostałam.

#2 Hostessa i statystka

Na pierwszym roku studiów miałam szansę sprawdzić się w roli hostessy. Pracowałam na targach energetycznych, będąc jednocześnie tłumaczką dla przedstawicieli włoskiej firmy sprzedającej panele elektryczne. Nie muszę dodawać, że nie miałam pojęcia o tym, co tłumaczę... Po trzech dniach pracy z Włochami nabrałam takiej wprawy w wyjaśnianiu polskim klientom tego, co oferujemy, że Włosi zostawiali mnie zupełnie samą na stoisku, wierząc, że sobie poradzę. Z kolei w czasie pierwszych studenckich wakacji wyjechałam do Francji, gdzie również byłam hostessą, reklamując regionalne tarty owocowe. Przez miesiąc jeździłam po alpejskich miasteczkach i wioskach, od sklepu do sklepu, poznając asortyment francuskich supermarketów (w końcu spędzałam w nich po 8 godzin dziennie). Zdarzyło mi się również być statystką w dwóch filmach: Wszystkie kobiety Mateusza oraz Yuma. Praca na planie była świetnym doświadczeniem i chociaż za dzień zdjęciowy zarabia się niewiele (jakieś 50zł za nawet 10 godzin pracy), to fajnie jest znaleźć się po drugiej stronie i zobaczyć pracę na planie filmowym "od kuchni".

#3 Uczestniczka grantu badawczego

Przez kilka miesięcy brałam udział w grancie badawczym, jednak moja praca nie była zbyt pasjonująca, bowiem zajmowałam się wklepywaniem danych do Excela. Praca nudna, dłużąca się w nieskończoność, ale w miarę dobrze płatna.

#4 Przewodniczka w Muzeum Etnograficznym

Na drugim roku studiów dostałam motywującego kopa w tyłek, zdając egzamin na przewodnika po krakowskim Muzeum Etnograficznym. Uświadomiłam sobie wtedy, że to, co studiuję, ma sens i że jeśli teraz, będąc dopiero na drugim roku studiów, jestem w stanie znaleźć pracę w zawodzie, to po studiach będzie tylko lepiej :) Przez czas pobytu w Krakowie oprowadzałam po MEKu grupy dzieciaków, ciekawych tego, jak wyglądało dawniej życie na polskiej wsi. Praca super ciekawa, mogłam w niej wykorzystać informacje zdobyte na tak zwanej "wsiologii", czyli wszystkich zajęciach dotyczących polskiej kultury ludowej, tradycji, folkloru, czy architektury. W MEKu odbyłam też praktyki zawodowe, które są obowiązkowe po II. roku studiów, także dzięki temu mogłam poznać różne aspekty pracy w takiej instytucji.

#5 Niania

Praca, której ima się wiele studentek (co więcej, wyjazd jako au pair może być świetną okazją do podróżowania :)). Jako że jeszcze do niedawna miałam małą tolerancję na dzieci, niańczeniem cudzych pociech raczej się nie zajmowałam. Wyjątkiem był mój Erasmusowy pobyt w Pradze, kiedy okazało się, że dwie przecznice ode mnie mieszka wujek mojej francuskiej przyjaciółki. Chociaż trójka małych żabojadów miała pełnoetatową nianię, wujek i ciocia postanowili dać mi możliwość zarobienia w weekendy i wieczory, kiedy akurat mieli zaplanowane jakieś wyjścia, albo wracali później z pracy. Dzieciaki były już w miarę samodzielne, więc zabawa z nimi była całkiem przyjemna. Poza zarobionymi koronami, które były fajnym zastrzykiem gotówki, dodatkowym plusem była...lodówka stojąca w kuchni mojej rodzinki i francuskie pyszności, które się w niej znajdowały :D

#6 Asystentka w projekcie dotyczącym edukacji międzykulturowej

Kolejnym zajęciem, którym parałam się w czasie Erasmusa, był udział w projekcie Stereotýpek v nás organizowanym przez Multikulturní centrum Praha (jest to czeska organizacja pozarządowa zajmująca się zagadnieniami związanymi z współistnieniem różnych kultur w Republice Czeskiej). Będąc asystentką w tym projekcie, jeździłam po czeskich liceach, w których współprowadziłam warsztaty o stereotypach. Do projektu dostałam się (oczywiście) dzięki wolontariatowi w czeskim AFSie, a poza fajną kasą, którą zarobiłam, miałam szansę odwiedzić kilka pięknych miejsc (między innymi Cheb i Pilzno oraz Trzeboń).

#7 Recepcjonistka w paryskim hotelu

Na pierwszym roku studiów magisterskich w Paryżu udało mi się zaczepić (w zastępstwie za mojego współlokatora) w małym hoteliku przy Placu Wogezów. Weekendowe zmiany były wyczerpujące (trzy noce pod rząd, od 22h do 7h), ale w jeden weekend mogłam zarobić nawet 250 euro. Do moich zadań, poza obsługą hotelowej recepcji, było pranie, sprzątanie i przygotowywanie śniadań. Zarobione pieniądze (bardzo!) przydały się na wyjazd do Australii i na Nową Kaledonię.


W Paryżu miałam jeszcze jedno zajęcie - byłam Asystentką Osoby Niepełnosprawnej na mojej uczelni. Praca ta spadła mi z nieba, bo na drugim roku magisterki obcięto mi stypendium (o jakieś, bagatela, 400 euro), więc dzięki temu mogłam podreperować mój budżet. Co więcej, dziewczyna, z którą pracowałam, okazała się przewspaniałą osobą. Zaprzyjaźniłyśmy się i chociaż mój kontrakt już dawno się skończył, pozostajemy w ciągłym kontakcie i regularnie się spotykamy.

Z sentymentem patrzę na te ostatnie sześć lat mojego życia, kiedy próbowałam różnych zajęć. Jedne były bardziej ciekawe, inne mniej, jednak wszystkie nauczyły mnie kilku BARDZO ważnych rzeczy. Przede wszystkim tego, że żadna praca nie hańbi. Początkowe zajęcia uświadomiły mi też dlaczego właściwie chcę skończyć studia. Kolejną ważną a zarazem przykrą lekcją było przekonanie się, że znajomi nie zawsze są fair i że absolutnie konieczne jest podpisywanie umowy o pracę... Moja przedostatnia praca, w biurze Fundacji prowadzącej program wymian AFS, potwierdziła moje przypuszczenia o tym, że nie nadaję się do pracy biurowej, zaczynającej się i kończącej o ustalonej porze. Teraz, będąc pełnoetatową doktorantką, ogromnie cieszę się, że mam pracę marzeń i przez najbliższe dwa-trzy lata mogę zajmować się tym, co mnie pasjonuje. No bo w końcu, jak pisał Konfucjusz:

"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu"

A teraz Wasza kolej! #MyFirst7Jobs to....? :)

8 komentarzy:

  1. Kurczę, nie myślałem o tym w ten sposób, ale masz rację: gdy pomyśleć o swoim #7, tu i teraz docenia się dużo dużo bardziej. Sporo jednak osiągnąłem! Dzięki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaha ja też :) Ja idę jednak w jakość (dosłownie też) niż w ilość i nie uzbieram 7 zawodów, mimo że pracuję zawodowo już od kilkunastu lat.

      Usuń
    2. Ja też w pewnym momencie postanowiłam iść w jakość, ceniąc czas, który mogę na dane zadanie poświęcić :)

      Usuń
  2. Wow, zabrzmiało światowo:) ale to też mi uzmysłowiło, jak wielu różnych zawodów się imałam. Kompletnie zapomniałam o tych, od których zaczynałam, by zdobyć grosza na studenckie uciechy, a w sumie te chyba były najciekawsze:) w pewnym sensie.. pozdr, Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie okres studiów to czas, kiedy człowiek chwyta się różnych zajęć. Potem z reguły mniej eksperymentuje ;)
    A słowa Konfucjusza...cóż, zgadzam się z nimi w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I szkoda, że się mniej eksperymentuje, bo myślę, że imanie się różnych zajęć poszerza horyzonty :)

      Usuń
  4. Moja babcia mawiała, że umiejętności za plecami się nie nosi i jej w życiu przydało się na różnych etapach wszystko, czego kiedyś się nauczyła. Teraz z perspektywy czasu potwierdzam tą teorię. Mam ogromny wachlarz nabyty w trakcie różnych prac, który - sama ze zdziwieniem - raz na jakiś czas rozkładam ze stwierdzeniem, że to też potrafię.
    Dodatkowo praca uczy szacunku do pieniędzy, poszerza horyzonty oraz tolerancję.

    OdpowiedzUsuń