Podsumowanie 2016 roku i plany na 2017

31.1.17 Karolina 6Komentarzy


Ostatni dzień stycznia, najwyższy czas, żeby w końcu podsumować miniony rok. Tegoroczne podsumowanie niechaj będzie zbiorem dwunastu najpiękniejszych momentów 2016 roku. I chociaż był to trudny, pełen wyzwań czas, a zwłaszcza jego ostatnie miesiące dały mi mocno popalić, każde wspomnienie utwierdza mnie w przekonaniu, że był to zdecydowanie dobry rok!

#1 Spotkania i pożegnania

Początek minionego roku był intensywny. W styczniu kończyłam pracę w AFSie, prowadziłam międzynarodowe seminarium z edukacji międzykulturowej, a moje myśli nieustannie zajęte były wizją zbliżającego się wyjazdu na Nową Kaledonię. W styczniu i lutym starałam się nadrobić spotkaniowe zaległości, a także "na zapas" nacieszyć się przyjaciółmi i znajomymi. Najmilej wspominam wieczory w mojej cieszyńskiej kuchni, przy stole pełnym pyszności, wśród śmiechów, radości i uśmiechniętych ludzi, którzy są mi bliscy.

Początkiem zeszłego roku w ręce wpadł mi przepiękny, ręcznie robiony zestaw-notatnik podróżnika, który wraz z wierszem i pięknymi życzeniami dostałam na 21. urodziny.
Lubię wracać do tego napisanego na maszynie listu... Sami przeczytajcie mały fragment :)

Jeśli istnieje w ogóle coś takiego jak podróż, to jest POSZUKIWANIEM. Podróż w nas coś zmienia i to nie tylko zakres naszej wiedzy o świecie. To nie tylko spotkanie z Innym, z Nowym, czy Pięknym - ale też refleksja. Refleksja na temat tego spotkania i na temat NAS SAMYCH. Im więcej znamy świata, tym więcej znamy siebie.

#2 Powrót na Pacyfik

Trzymiesięczny pobyt na Nowej Kaledonii to clou minionego roku. Przygotowania do wyjazdu trwały od momentu, w którym dowiedziałam się, że otrzymała kontrakt doktorancki we Francji. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że będę "musiała" spędzić na Nowej Kaledonii rok. Żaden to jednak przymus, kiedy uświadamiasz sobie, że będziesz robić to, co kochasz i to w tak przepięknym miejscu, a na dodatek będzie to twoim pełnoetatowym zajęciem, dzięki któremu będziesz zarabiać na życie. Pobyt na Pacyfiku był pięknym doświadczeniem i cieszę się, że już w marcu znowu będę miała szansę tam wrócić.

#3 Wspaniałe odwiedziny

Czym byłby pobyt na Nowej Kaledonii, gdybym nie miała szansy podzielenia się moim kaledońskim życiem z innymi? Dzięki artykułom na EthnoPassion mogę wirtualnie zabierać Was w podróż na te dalekie wyspy, jednakże możliwość pokazania kaledońskiego świata komuś bezpośrednio, jest nieoceniona. W marcu na Ile des Pins odwiedziła mnie Kasia, z którą spędziłam wspaniały czas, odkrywając wspólnie uroki wyspiarskiego życia. Chociaż prawie się nie znałyśmy, w czasie tej wizyty, a także później w Australii, Kasia stała się niesamowicie bliską mi osobą. Jestem pewna, że gdyby nie te odwiedziny, o wiele trudniej radziłabym sobie z rozłąką i tęsknotą za Polską.

#4 Urlop w Australii

Po trzech miesiącach na Nowej Kaledonii, w drodze powrotnej do Polski, zrobiłam sobie mały przystanek w Brisbane, gdzie studiowała Kasia. Wypożyczyłyśmy super auto, zapakowałyśmy wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyłyśmy w krótki Road Trip po okolicy. Odwiedziłyśmy polską restaurację, w nocy podziwiałyśmy Drogę Mleczną i miliardy gwiazd na australijskim niebie, a rano wschód słońca nad jeziorem Moogerah. Wstąpiłyśmy też do hippisowskiego miasteczka Nimbin oraz do nadmorskiej miejscowości Byron Bay. Wspaniały czas, w spaniałym miejscu, ze wspaniałą osobą <3

#5 Śluby, wesela, tańce do białego rana

Jaki był jeden z głównych powodów mojego powrotu z Kaledonii? Śluby przyjaciół! Dwa dni po przylocie do Polski tradycyjne, góralskie wesele Eli i Marcina, tydzień później impreza do białego rana u Gosi i Adama, a w sierpniu polsko-francuski ślub Paulinki i Mikołaja. Nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie nie być w czasie tych uroczystości, tym bardziej cieszę się, że tak mi się udało wszystko zorganizować, że mogłam towarzyszyć państwu młodym w tym ważnym dla nich dniu. No i czy jest coś piękniejszego, niż polskie wesele? :D Niewątpliwie było to najbardziej roztańczone lato!
Fot. Dominik Imielski
#6 Polskie wakacje

Tegoroczne wakacje, to pierwszy od baaaardzo dawna czas, który spędziłam przede wszystkim w Polsce. Miałam w końcu okazję, żeby na spokojnie odwiedzić rodzinę, spotkać się ze znajomymi, zrobić remont mojego pokoju i pomóc Mamie z remontem kuchni... Cieszyłam się tym wszystkim, co daje polskie lato: soczystymi owocami, długimi, słonecznymi dniami i ciepłym, letnim deszczem.

#7 Cieszyńskie przyjemności

Wyjątkowo dużo czasu spędziłam także w moim cieszyńskim domku. Poza wspomnianym remontem, korzystałam z uroków Cieszyna i okolicy. Świadomość tego, że kolejne lato mnie ominie, bardzo mnie zasmuca! Dałabym się pokroić za to, żeby w lipcu móc teleportować się do Polski, zorganizować wakacyjne przyjęcie, zaprosić znajomych i do rana tańczyć z nimi na tarasie (nawet strugi deszczu nie są nam straszne!). Jeśli chcecie zobaczyć, jak pięknie jest w Cieszynie (nie tylko latem), zachęcam Was do obejrzenia filmiku przygotowanego przez zaprzyjaźnioną ekipę z Fundacji Volens.



#8 Podróż w nieznane

Wrzesień z kolei był miesiącem pod znakiem Road Tripu po Polsce. Toruń, Bydgoszcz, Gniezno, Biskupin, Mazury, Lublin, Bieszczady - w te wszystkie piękne miejsca udało mi się w końcu dotrzeć! Dwa tygodnie w drodze, mnóstwo niezapomnianych wrażeń i doświadczeń, w wyjątkowym towarzystwie. To wszystko dało mi ochotę na więcej i więcej tej naszej Polski! Mieszkam (w moim przypadku bardziej pasuje 'bywam' ;)) w pięknym kraju i powinnam nauczyć się bardziej doceniać jego urok :)

#9 Zostałam słoikiem

Początkiem października zakończyłam wyjątkowo długie wakacje i przeprowadziłam się do Warszawy. Nie nasiedziałam się jednak za dużo w stolicy, ze względu na często loty do Paryża i dużą siłę przyciągania, jaką ma w sobie Kraków. Jednakże te dłuższe niż dotychczas pobyty w Warszawie utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że mimo wszystko nie jestem stworzona do życia w dużym mieście. Nie chcę mówić, że "nigdy w Warszawie nie zamieszkam", bo nie wiadomo, co życie przyniesie, ale nie ukrywam, że wielkość tego miasta i tempo życia w nim mnie przytłacza.

#10 Ciągłe rozjechanie

Pakowanie, rozpakowywanie, przepakowywanie, rezerwowanie biletów, odprawy, drukowanie kart pokładowych, wycieczki na dworzec i na lotnisko. Zmora ostatnich dwóch miesięcy starego roku. Poczułam się naprawdę kiepsko, kiedy zdałam sobie sprawę, że w każdym miejscu spędzam po trzy-cztery dni, a na dłużej osiądę gdzieś dopiero.... na Nowej Kaledonii. I chociaż taki rozjechany tryb życia wykończył mnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, staram się odnaleźć w tym wszystkim jakieś pozytywne strony. Możliwość spotkania ze znajomymi, mieszkającymi w różnych miejscach, smakowanie lokalnych pyszności, a jak znajduję siłę - zwiedzanie i odkrywanie nowych miejsc i zakamarków. Chyba nie jest, aż tak źle? :)

#11 Goście z drugiego końca świata

Od listopada nie mogłam doczekać się Świąt Bożego Narodzenia, nie tylko dlatego, że w końcu mogłam posiedzieć tydzień w jednym miejscu, spędzając czas z bliskimi, ale również dlatego, że w tym roku Wigilię świętowały z nami Adele i Jeine, u których mieszkałam w Bourail. To niesamowite móc gościć dziewczyny w Polsce, mieć szansę odwdzięczyć się za całe dobro i pomoc, którą od nich otrzymałam na Nowej Kaledonii. Wspaniale było obserwować ich radość na widok śniegu, zachwyty, zdziwienia. Już nie mogę doczekać się naszego ponownego spotkania na Pacyfiku!

#12 Zimowa strona gór

Ostatnie dni 2016 roku spędziłam w Beskidach. Było mroźno i biało. Był czas na narciarskie szaleństwa i na górskie spacery, na wieczory z planszówkami i na sylwestrowe tańce. W tych pięknych, górskich okolicznościach udało mi się chociaż trochę naładować akumulatory przed zbliżającym się styczniowym szaleństwem.

#2017

Chociaż koniec roku był dla mnie trudnym czasem i moje nastawienie było raczej mało pozytywne, nowy rok starałam się rozpocząć pełna nadziei i optymizmu. Uczę się odnajdywać pozytywne strony życia w rozkroku, między Polską i Francją. Wierzę, że będzie lepiej oraz że to, jak toczy się moje życie, zależy tak naprawdę w dużej mierze ode mnie i jeśli jest mi źle, to sama muszę zrobić coś, żeby to zmienić. I właśnie to robię :) 

Od kilku dni jestem w Paryżu i nadrabiam uczelniane zaległości. W lutym będę miała szansę posiedzieć kilka dni w Cieszynie i zacząć przygotowania do wyjazdu na Nową Kaledonię. Końcem miesiąca wybiorę się do Gryfina, na przefantastyczy Festiwal Włóczykij, który, mam nadzieję, nastroi mnie równie pozytywnie, jak rok temu. A w marcu.... w marcu ruszam na moje wyspy spokoju, gdzie posiedzę do jesieni. Poza zbieraniem materiałów do doktoratu, planuję pozwiedzać, nie tylko Nową Kaledonię, ale również okoliczne wyspy. W kwietniu lub maju, razem z Mamą, która wpadnie do mnie w odwiedziny, planujemy krótki Road Trip po Nowej Zelandii. Chciałabym również odwiedzić kaledońskie Wyspy Lojalności, Vanuatu albo Fidżi, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Nie wiem jeszcze, kiedy wrócę do Polski, dlatego też nie robię wielkich planów na jesień. Na pewno będę miała potrzebę posiedzenia w Polsce, spotkania się z rodziną i znajomymi, chciałabym również pojechać na dwu-trzy tygodniowy urlop. Z pewnością w międzyczasie będę musiała pozałatwiać formalności na uczelniach w Warszawie i w Paryżu, więc pewnie rzeczywistość zweryfikuje moje pomysły. Mam nadzieję, że mimo wielu niewiadomych, rok 2017 okaże się dla mnie przyjazny, zaskakujący i pełen inspirujących doświadczeń :) 

6 komentarzy:

  1. Z całego serducha życzę Ci wszystkiego co najlepsze! Samych pięknych zaskoczeń ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. To będziemy sobie pisać zza światów ;) i złap dobrego neta na Na Dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kolejnych udanych wyjazdów :) Dużo fajnych ludzi i kultur poznanych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jeszcze wielu takich udanych podróży!

    OdpowiedzUsuń