15 londyńskich mil

17.2.17 Karolina 2Komentarzy


Zgodnie z obietnicą, zabieram Was na spacer po Londynie. W sierpniu, będąc w stolicy Wielkiej Brytanii nie wiedziałam, że tak szybko uda mi się wrócić na wyspy. A jednak! W czasie dwudniowej wizyty, chociaż zimowa pogoda dawała w kość, przeszliśmy w sumie ponad 25 kilometrów. Dzięki temu mogliśmy przyjrzeć się zarówno londyńskim must see, jak i mniej popularnym wśród turystów miejscom. Zapraszam na wspólny, wirtualny spacer!


Wycieczkę zaczęliśmy w okolicy Pałacu Buckingham. Akurat była zmiana warty, więc przy rezydencji królowej zgromadziły się tłumy! A je nie lubię ścisku, tłumu, tumultu i jeszcze paru innych wyrazów... Więc biorąc pod uwagę to, że była niedziela, tego dnia moja cierpliwość była wystawiana na próbę jeszcze kilka razy. Spod Buckingham skierowaliśmy się, przez St James's Park, do Horse Guards Parade. Następnie ruszyliśmy w stronę Big Bena, mijając po drodze Downing Street, przy której mieści się rezydencja i biuro premiera Wielkiej Brytanii. Chociaż byłam w Londynie już wielokrotnie, tym razem po raz pierwszy podeszłam pod Opactwo Westminster i Pałac Westminsterski. Budynki z bliska robią imponujące wrażenie i świetnie byłoby wejść kiedyś do środka.

Przez Westminster Bridge, z którego ładnie widać Big Bena (czyli Wieżę Zegarową Pałacu Westminsterskiego, która oficjalnie nazywa się Elizabeth Tower) przeszliśmy na South Bank i przez kilka godzin spacerowaliśmy wzdłuż Tamizy. Chociaż tego dnia nie padało, to mimo wszystko było zimno. Żeby się rozgrzać, wstąpiliśmy na rozgrzewającą czekoladę do Understudy - przyjemnej knajpy mieszącej się w budynku Royal National Theatre. Byłam w niej już raz, w wakacje dwa lata temu i pamiętam, że skusiłam się wtedy na całkiem dobre kraftowe piwo, którego był dość spory wybór!

Tak sobie spacerowaliśmy nad Tamizą, aż do późnego popołudnia. Podobną trasę przeszłam już co najmniej dwukrotnie. Pierwszy raz bodajże w 2006 roku, a drugi kilka dni po maturze w 2010. Fajnie jest móc porównać te różne rzeczywistości i z perspektywy spojrzeć na to, jak wiele się zmieniło. Największe zmiany zauważyłam w okolicach najbardziej znanego londyńskiego mostu Tower Bridge.

W More London Riverside, bo tak nazywa się ta nowa dzielnica, mieszczą się biurowce, ratusz, sklepy, zatopiony w ziemi amfiteatr zwany The Scoop, a także restauracje i kawiarnie. Szary deptak sprawia wrażenie wyjątkowo czystego, sterylnego wręcz. Oczami wyobraźni widzę angielskich ludzi sukcesu przemierzających tę okolicę co rano do pracy. W pośpiechu, oczywiście.

W niedzielę spacer zakończyliśmy przy Katedrze Świętego Pawła i w tym samym miejscu rozpoczęliśmy zwiedzanie następnego dnia. Jest to jeden z najbardziej znanych kościołów anglikańskich w Wielkiej Brytanii i jedna z najbardziej charakterystycznych budowli Londynu. Z St Paul's, zgodnie ze wskazówkami Cioci Asi, udaliśmy się w kierunku Kościoła Templariuszy (Temple Church).

Okazało się, że w pobliżu Temple znajduje się wiele przyjemnych skwerów, które co chwilę wyłaniały się zza rogów kamienic. Jak się okazało, są one miejscem lubianym przez pracujące w okolicy osoby, które na ławkach spędzają swoje przerwy obiadowe wcinając kanapki albo zestawy złowione w okolicznych jadłodajniach. Z Temple kierowaliśmy się dalej na wschód, po drodze mijając przepiękne budynki Royal Courts of Justice, czyli londyńskiego sądu. Czerwone autobusy, czarne taksówki i ta monumentalna architektura.... Esencja Londynu!

Jednym z ostatnich punktów na naszej spacerowej trasie był Covent Graden. Dawniej w hali tej mieścił się targ owocowo-warzywny, a dziś jest to uwielbiane przez turystów nowoczesne małe centrum handlowe, w którym oprócz mini butików, znajduje się wiele knajp, restauracji i kawiarni. Bardzo lubię to miejsce, chociaż zazwyczaj jest tam gwarnie i tłumnie. Niemniej architektura, wystrój, a także klimat dzielnicy bardzo mi przypadły do gustu.

Ostatnim przystankiem na naszej londyńskiej trasie był Trafalgar Square, przy którym mieści się budynek National Gallery. Tego dnia nie mieliśmy za bardzo czasu, na zwiedzanie londyńskich muzeów, ale mam nadzieję niedługo nadrobić te zaległości, tym bardziej, że wstęp do wielu z nich jest darmowy!

Jak możecie sobie wyobrazić, po dwóch dniach człapania po stolicy Wielkiej Brytanii byłam padnięta! Dwa dni, a i tak zobaczyliśmy tylko kawałek Londynu!

Ciekawa jestem, czy Wy macie swoje ulubione miejsca w tym mieście? 
Co powinnam zwiedzić w czasie następnej wizyty?

Przy okazji przypominam inne londyńskie wpisy, które ukazały się na EthnoPassion:



2 komentarze:

  1. Kocham Londyn! I zawsze tęsknię... dziękuję za spacer :))
    bardzo lubię Greenwich - http://www.emmawpodrozy.pl/2015/03/krotki-spacer-po-greenwich.html
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spacer spodobał :) Dzięki za linka! Byłam w Greenwich, ale bardzo bardzo dawno temu! Chętnie bym sobie przypomniała to miejsce! Pozdrowienia!

      Usuń