Wpisy

Fotograficznie: Weekend w Marrakeszu


Ostatnio jestem w ciągłym niedoczasie. Nowe pomysły na artykuły pilnie zapisuję w notatniku, jednak ciągle brakuje mi wolnej chwili, którą mogłabym poświęcić na rozwijanie blogowych pomysłów. Do tego wpisu zabieram się od dobrych kilku miesięcy, zwłaszcza, że weekendowy wypad do Maroka miał miejsce w... styczniu! Najwyższy czas nadrobić w końcu zaległości i pisać, pisać, pisać, bo bardzo, ale to bardzo mi tego brakuje! Zapraszam Was więc na krótki, fotograficzny spacer po Marrakeszu!


W 2014 roku miałam szansę spędzić w Maroku dwa tygodnie (na stażu badawczym organizowanym przez moją paryską uczelnię). Pod koniec pobytu obiecałam sobie, że wrócę do tego kraju, żeby lepiej poznać inne jego regiony. Zwłaszcza, że nasz pobyt ograniczał się do Rabatu - stolicy Maroka. Ilość innych podróży, a konkretniej tych na drugi koniec świata, sprawiła, że do Maroka nie było mi raczej po drodze. W końcu jednak postanowiłam zrealizować moje marzenie. Razem z Danym, moim hiszpańskim przyjacielem, umówiliśmy się na spotkanie po latach, właśnie w Maroku.

Z Danym znamy się z AFSu i poznaliśmy się kiedy pracował w polskim oddziale tej organizacji w ramach EVSu (przeczytaj artykuł o wolontariatach zagranicznych!). Chociaż w Polsce spędził tylko rok, po którym wrócił do Hiszpanii (mieszkając w międzyczasie w Meksyku i Kostaryce), to udaje nam się utrzymywać i pielęgnować naszą przyjaźń pomimo dzielącej nas odległości. Przed spotkaniem w Marrakeszu, ostatni raz widzieliśmy się wiosną 2015 roku w Madrycie, gdzie Dany obecnie mieszka i pracuje (w hiszpańskim AFSie). Cieszę się, że w końcu udało nam się złapać, pomimo wielu rozjazdów. Zarówno Dany, jak i ja, ciągle jesteśmy w drodze, więc znalezienie terminu, który pasowałby nam dwojgu, było nie lada sukcesem!


Odwiedzenie Maroka w styczniu okazało się świetnym pomysłem! Kilka dni spędzonych w cieplejszym od Polski kraju pozwoliło nacieszyć się słońcem i ładną pogodą. Jako że w kolejnych tygodniach miałam być w rozjazdach, z przyjemnością oddałam się słodkiemu lenistwu. Nasz pobyt nie był spektakularny jeśli chodzi o zwiedzanie, bo głównie zajmowały nas długie spacery, rozmowy i... jedzenie!


Największą frajdę sprawiało mi gubienie się w uliczkach medyny. Spacerując jej uliczkami co chwilę natrafialiśmy na przeróżne suki (czyli targowiska). Na jednych znaleźć można było tradycyjne marokańskie tkaniny i dywany, na innych buty, na jeszcze innych lampy, instrumenty czy cudownie pachnące przyprawy. O marokańskich sukach powinnam w końcu napisać osobny artykuł, w końcu właśnie na targowisku prowadziłam badania terenowe będąc w Rabacie. Jedno jest pewne - techniki targowania się i podejścia do klientów już nie są dla mnie sekretem! Niemniej wciąż mnie to całe targowanie strasznie męczy. Zwłaszcza w tak obleganym przez turystów mieście, jakim jest Marrakesz, odczuwa się to, że na każdym kroku można zostać oszukanym. Jak stwierdziliśmy z Dany'm - pół żartem, pół serio - jest to kulturowo uwarunkowane oszukiwanie ludzi i temu aspektowi też muszę się jeszcze bliżej przyjrzeć. Jedno jest pewne - takie a nie inne podejście mieszkańców Marrakeszu do klientów raczej odstrasza turystów i niestety zniechęca do powrotu do tego miasta!


Świadomie zagubieni w labiryncie uliczek medyny co chwilę trafialiśmy na jakieś ciekawe miejsca, jak na przykład ulica, przy której znajdują się pracownie farbiarzy skór. Pomimo zmęczenia nachalnymi sprzedawcami i naciągającymi przewodnikami, chętnie wróciłabym do Marrakeszu na dłużej, żeby mieć więcej czasu na zagłębienie się w targowe i rzemieślnicze życie. Choć wydaje mi się, że mogłoby to być trudniejsze, niż było w Rabacie. Stolica jest dużo mniej popularna od Marrakeszu i wejście w interakcje ze sprzedawcami i rzemieślnikami na suku w medynie Rabatu nie sprawiło mi większych trudności, a z niektórymi z nich jestem w kontakcie do dziś. I to właśnie do Rabatu wrócę po upragniony berberyjski dywan. W Marrakeszu, nawet po zbiciu ceny o 500% na pewno bym przepłaciła!

Niezwykły Ogród Majorelle

W czasie naszego pobytu w Marrakeszu spacerowaliśmy głównie po medynie, jednak w niedzielne popołudnie postanowiliśmy przejść się do Ville nouvelle, czyli nowej części miasta. Naszym celem był Ogród Majorelle, który jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Maroku. I nie ma się czemu dziwić, bo miejsce to jest naprawdę zachwycające! Zacienione ścieżki wśród drzew i egzotycznych roślin, fontanny z liliami wodnymi i kwiatami lotosu, szelest liści i śpiew licznych ptaków pozwalają na chwilę zwolnić i odpocząć od zgiełku ciasnych uliczek medyny.

Ogród został stworzony przez francuskiego artystę Jacques'a Majorelle. W latach 1980. kompleks ogrodów wraz z budynkami został kupiony przez Yves'a Saint-Laurent i Pierre'a Bergé. Dziś ogród jest otwarty dla zwiedzających przez cały rok od 8h00 do 17h00, a w sezonie letnim do 18h. W willi mieści się Muzeum Sztuki Islamskiej, Muzeum Berberyjskie, a także Muzeum Yves Saint Laurent.

Ogród Majorelle jest prawdziwą oazą spokoju! 
Jestem oczarowana tym miejscem, w którym nacieszyłam wszystkie zmysły i naprawdę odpoczęłam!

Informacje praktyczne

Gdzie spać

Bardzo zależało nam na znalezieniu klimatycznego miejsca na nocleg, w niedużej odległości od medyny. Wybór padł na Riad Julia, który zachwycił nas swoim wystrojem. Mały, przytulny pokój z łazienką był urządzony w marokańskim stylu, podobnie jak cały riad. Pyszne śniadania, serwowane na dziedzińcu, pozwalały nam cieszyć się styczniowym słońcem od samego rana! Wieczory z kolei spędzaliśmy w małym saloniku przy dobrej książce, rozgrzewając się miętową herbatką.


Booking.com


Gdzie zjeść 

Po zachwycie marokańską kuchnią w czasie pobytu w Rabacie, wiedziałam, że również w Marrakeszu chciałabym spróbować różnych marokańskich pyszności. Dzisiaj polecam Wam trzy miejsca, które warto zaznaczyć na kulinarnej mapie tego miasta!


Café des Épices

To moje ulubione miejsce, znajdujące się w samym sercu medyny. Kilkupiętrowy budynek kawiarnio-restauracji jest odwiedzany przez licznych turystów, którzy chętnie robią sobie przerwę w zakupach na miętową herbatkę i małe co nieco. Jest to swoista oaza spokoju w zgiełku medyny i suków. Marokańskie wypieki, sałatki, kanapki, a nawet pyszne tajiny - tego wszystkiego można spróbować w Café des Épices. Moim ulubionym miejscem był dach-taras, z którego rozciągał się przepiękny widok na okoliczne suki i całą medynę.

Adres: 75 Derb Rahba Lakdima

Kafé Merstan

Kafé Merstan również jest ulokowana w medynie, więc jest to kolejne miejsce, w którym można odpocząć od targowego zamieszania. Dach - zaadaptowany na kawiarniany taras - został przytulnie udekorowany marokańskimi tkaninami i dywanami. Sącząc sok ze świeżo wyciskanych owoców, albo cynamonową herbatkę można zrelaksować się przed wyruszeniem na dalsze łowy na sukach.

Adres: 2 Rue Souk Chaaria Kaat Benahid


Al-Fassia

Al-Fassia znajduje się w nowej części miasta. Jest to miejsce szczególne na mapie Marrakeszu, a nawet Maroka, bowiem restauracja ta prowadzona jest przez kobiety! Możemy tutaj spróbować potraw tradycyjnej marokańskiej kuchni. Restauracja jest bardzo elegancka, zabrakło mi jednak marokańskich akcentów, takich jak dekoracje, czy nawet muzyka.

Adres: 55 Boulevard Mohamed Zerktouni


I jak Wam się podoba Marrakesz? Byliście już kiedyś w Maroku? A może planujecie odwiedzenie tego kraju?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz