Czego boją się Paryżanie?

17.5.14 Karolina 11Komentarzy

Mieszkanie w tak dużym mieście, jakim jest Paryż, nie jest najłatwiejsze. Zakorkowane ulice, tłumy w podziemnym metrze, jeszcze większy ścisk na powierzchni, no bo przecież Paryż jest najczęściej odwiedzanym miastem Europy (każdego roku stolicę Francji odwiedza ponad 27 mln turystów (z czego 18 mln to cudzoziemcy)). W granicach administracyjnych Paryża mieszkają ponad dwa miliony osób. Czego boją się Paryżanie? O tym w dzisiejszym poście. Z przymrużeniem oka ;)
  • Metra

Wiecznie zatłoczone, brudne, śmierdzące - paryskie metro, chociaż ułatwia mieszkańcom tej metropolii życie, nie jest zbyt lubianym środkiem transportu. Przez niektórych wręcz znienawidzonym. Kiedy dodamy do tego strajki, wypadki i inne problemy techniczne, wychodzi na to, że lepiej (a na pewno zdrowiej!) byłoby przemieszczać się rowerem. Czego boją się Paryżanie korzystający z metra? Że to właśnie dzisiaj pracownicy RATP (Régie autonome des transports parisiens – francuskie przedsiębiorstwo państwowe transportu publicznego w Paryżu) postanowią protestować i cała podziemna sieć transportowa przestanie działać. Wyobraźcie sobie jaki chaos by wtedy zapanował! Inną obawą Paryżan jest wizja tego, że nie zdążą na ostatnie tego dnia metro (które odjeżdża kilkanaście minut po północy). Bo metro, w przeciwieństwie do jeżdżących z małą częstotliwością nocnych autobusów, dojeżdża wszędzie w obrębie miasta, a nawet poza mury Paryża.


  • Kolejek
W sklepie, w piekarni, na poczcie, w metrze, w autobusie - kolejki prześladują Paryżan. Omijanie kolejek to manewr, który każdy szanujący się Francuz ma opanowany do perfekcji. Lepiej jak najszybciej się tego od nich nauczyć, inaczej możemy dać się nieświadomie "wykiwać", nawet stojąc w kolejce po zwykłą bagietkę ;) Kilka dni temu wchodziłam z kolegą do metra. Przy bramkach (gdzie kasuje się bilet) sprawnie wepchnęła się między nas pewna pani. Kiedy mój kolega (Francuz z krwi i kości, który równie sprawnie chciał jej uniemożliwić ten czyn) zwrócił jej uwagę, że to nie elegancko się tak wpychać, zganiła go wzrokiem, triumfując dwa kroki przed nami :D

  • Tego, że ktoś wypomni im, że są z prowincji
Czym jest dla Francuzów prowincja? Wszystkim poza Paryżem. Czy jesteś z Tuluzy, Nicei czy małego miasta typu Auxerre albo Poitiers i tak NIE JESTEŚ z Paryża. Jesteś z prowincji. Jesteś prowincjuszem. Pewnie nie wiesz co to jest metro, kino, teatr, nocne życie i tego typu sprawy związane z życiem w WIELKIM MIEŚCIE. Aż wyjść z podziwu Paryżanie nie mogą jakim cudem nie umarłeś z nudów żyjąc na prowincji. No bo i ja, i ty wiemy, że prawdziwe życie toczy się w mieście, w Paryżu. Oczywiście.

  • Przeprowadzki na przedmieścia
Skoro już o prowincji mowa... Périphérique czyli obwodnica otaczającą Paryż, oddziela miasto świateł od reszty świata. Jest to nie tylko granica między Paryżem i miasteczkami na peryferiach, ale także pewien symbol, limit, moment przejścia, coś co różni nas, mających szczęście mieszkać W mieście, od innych, którym się to nie udało. Za périphérique jest taniej, ale też dalej (metro kończy się zazwyczaj tuż za obwodnicą. Do bardziej odległych miejsc trzeba już dojechać autobusem bądź podmiejską kolejką RER). Na przedmieściach jest też bardziej międzynarodowo, tudzież egzotycznie, bo to właśnie tam mieszka najwięcej obcokrajowców, zarówno z krajów Maghrebu, Afryki subsaharyjskiej, Azji, jak i z Europy (jakby nie było nasze polskie siedzisko też znajduje się za "periphem"). Wśród moich francuskich znajomych nie ma nikogo, kto by mieszkał za périphérique, w miejscu, gdzie nie dochodzi metro. Czy w miejscowościach za obwodnicą jest bardziej niebezpiecznie? Kto z Was słyszał o zamieszkach na wschodzie Paryża kiedy podpalano samochody? Przyznam szczerze, że wracając do domu nie czuję się bardziej niebezpiecznie, niż spacerując po zmroku w paryskich dzielnicach owianych złą sławą.

Prowincja. Koniec świata.

11 komentarzy:

  1. Też bym się pewnie bała, że spóźnię się na ostatnie metro. Wolałabym jechać tym przedostatnim ;) Co do omijania kolejek, to jestem zdziwiona tą francuską przypadłością. Myślałam, że nie są takimi kombinatorami. A Tobie udało się opanować tą umiejętność na tyle, żeby konkurować z paryżaninem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kombinatorstwie Francuzów świetnie pisze Stephen Clarke w swoich książkach, od "Merde! Rok w Paryżu" zaczynając i na "Jak rozmawiać ze ślimakiem: Dziesięć przykazań, które pomogą ci zrozumieć Francuzów" kończąc.
      Uczę się tych różnych umiejętności, podobnie jak ponad połowa mieszkańców tej metropolii (w gruncie rzeczy paryskich Paryżan w mieście mieszka może z 40% ;)).

      Usuń
  2. Bardzo fajnie napisane...i prawdziwie. Dorzuciłabym jeszcze zamachy terrorystyczne, kolorowe dzielnice, strajki SNCF, Air France i w ogóle jakichkolwiek fonctionnaires.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, strajki! Ale, to chyba ogólnofrancuskie obawy ;)

      Usuń
  3. Te dwie pierwsze rzeczy wcale mnie nie dziwią, natomiast pozostałe mnie zaciekawiły. Paryż mnie kusi a jednocześnie przeraża, właśnie przez te tłumy, przez swoją wielkość, ale trzeba sie będzie kiedyś przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uroki wielkich miast :) Dodałabym jeszcze strach przed turystami, bo na pewno trochę uprzykrzają życie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wszędzie :D Ale są na szczęście miejsca, w które turyści (bardzo rzadko) docierają :)

      Usuń
  5. Super się czytało. Lekki i sympatyczny tekst - szkoda tylko, że taki krótki. Nie znam zupełnie Paryża i czuję niedosyt, że wpis nie był dłuższy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i dobrze, że nie był za długi, bo jeszcze byś się totalnie zniechęcił do wyjazdu do Paryża ;)

      Usuń
  6. Dla Francuzów prowincja to nawet niektóre stacje metra Paryża.

    OdpowiedzUsuń