Fot. Z miłości do ludowości

Krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku, idą święta.... Tak, tak! Święta za pasem, o czym niestrudzenie przypominają nam rozgłośnie radiowe, wystawy sklepowe i większe niż zwykle tłumy w galeriach handlowych. Ja większość prezentów już kupiłam, między innymi dlatego, że od zeszłego roku praktykujemy w rodzinie losowanie i każdy kupuje prezent tylko jednej osobie. Wspaniały sposób na uniknięcie otrzymania sterty badziewia (tudzież nie-do-końca-wymarzonych-prezentów). Czy to w święta, czy przy innych okazjach, typu urodziny, staram się jak najbardziej trafić w gust osoby obdarowywanej. Wyjeżdżając za granicę kładę duży nacisk na to, żeby podarunki były stuprocentowo polskie. Także w codziennych zakupach co raz większą uwagę zwracam na to, co lokalne. Dlatego też w dzisiejszym przedświątecznym poście chciałabym zaproponować Wam kilka rzeczy, które moim zdaniem spełniają (prawie) wszystkie wymogi "idealnego prezentu". Są to przedmioty wykonane w Polsce, przez sprawdzonych, lokalnych producentów, z dobrych materiałów i w rozsądnych cenach. Mam nadzieję, że przedstawione propozycje Wam się spodobają i zainspirują do świątecznych zakupów!


Z czym mi się kojarzyła Bydgoszcz, zanim miałam szansę ją odwiedzić? Z Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego, na który moja Mama jeździła na konferencje i... to chyba tyle z moich bydgoskich skojarzeń. Nie oszukujmy się, miasto to nie należy do najpopularniejszych w naszym kraju, a o wiele częściej i głośniej mówi się o sąsiadującym z Bydgoszczą Toruniu, który trochę przyćmiewa jej blask. A szkoda, bo Bydgoszcz ma wiele do zaoferowania, o czym miałam okazję się przekonać w czasie mojego wakacyjnego road tripu po Polsce. Chodźcie ze mną na spacer po Bydgoszczy i zobaczcie sami, dlaczego warto ją odwiedzić!

Wyjazd do Australii jest marzeniem wielu osób. Antypody są jednak krainą tak odległą, że przeważnie pragnienie to pozostaje w strefie marzeń. Są jednak osoby, które australijskie marzenia zamieniają w rzeczywistość. Do tej grupy należy niewątpliwie grupa Busem Przez Świat. Karol Lewandowski ze swoją ekipą odwiedził krainę kangurów już dwukrotnie, a wynikiem pierwszej podróży jest kompendium wiedzy o podróżowaniu po tym kraju - książka "Busem Przez Świat. Australia za 8 dolarów". Zapraszam do przeczytania a-u-s-t-r-a-l-i-j-s-k-i-e-j recenzji oraz do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania są dwa egzemplarze tej książki!


Październikowy poranek. Siedzę na uczelni, po zajęciach zauważam na Facebook'u nieodebrane połączenie od mojej mamy goszczącej z kaledońskiej Wyspy Choinek. Oddzwaniam, ale nie odbiera (jako że jest 10 godzin różnicy czasu, pewnie już dawno wróciła z pracy do domu, gdzie nie ma Internetu). Kilka dni później, znowu na Facebook'u, odzywa się do mnie siostra mojego taty goszczącego. Pisze, żebym koniecznie dała jej dokładne namiary na mnie (mejla, numer telefonu, adres...), bo Wielki Wódz z Ile des Pins jest w Paryżu i koniecznie chce się ze mną skontaktować. Podałam wszystkie dane, tym bardziej, że ciocia podkreśliła, że Wielki Wódz się na nią wkurzy, jeśli informacje będą niekompletne. A tego chciałyśmy uniknąć. Podałam wszystkie dane i czekałam... W międzyczasie skontaktowała się ze mną druga siostra mojego taty goszczącego, przesyłając podobną wiadomość, że mam skontaktować się z asystentką Wielkiego Wodza w Paryżu (bo Wielki Wódz jest jednocześnie Merem wyspy i jednym z dwóch kaledońskich Senatorów we francuskim Senacie). Kilka dni później otrzymałam mejla od asystentki i dowiedziałam się, że Senator chciałby się ze mną spotkać i przekazać mi paczkę...


W czasie wrześniowego road tripu po Polsce miałam szansę zatrzymać się w Gdańsku. Ostatni raz w stolicy Pomorza byłam kilka-kilkanaście lat temu, więc z radością odświeżyłam sobie wspomnienia i pozachwycałam się urokliwymi zakątkami Starego Miasta. Nie mogłam sobie odmówić spojrzenia na miasto i jego okolicę z góry, tak więc zapraszam Was na kolejny fotograficzny post, pozwalający wirtualnie oderwać się kilka metrów od ziemi.


Nauka języka obcego za granicą? Dla jednych wizja zagranicznego pobytu jest fascynująca, dla innych może być przerażająca. No ale gdzie, jeśli nie za granicą, najlepiej jest ćwiczyć nasze językowe umiejętności? Jeżeli jeszcze macie jakieś wątpliwości, zapraszam do czytania!