Dawno nie przyglądaliśmy się żadnemu miastu z góry. Przyszedł więc czas na Londyn, w którym wiktoriańska architektura kontrastuje z różnorodnością nowoczesnych brył...


Każdego roku w sieci pojawiają się rankingi najpiękniejszych wysp świata. Przeglądając takie zestawienie można łatwo zauważyć, że wyspy pogrupowane są w kategorie. Mamy te „najpiękniejsze”, „najbardziej egzotyczne”, „najbardziej luksusowe”, „najbardziej roztańczone”, „najbardziej zachwycające”, czy „najchętniej odwiedzane przez turystów”… Co takiego mają w sobie te miejsca, że przyciągają każdego roku miliony turystów? Co takiego sprawia, że wiele osób decyduje się zamieszkać na takim ograniczonym terytorium, zmieniając swoje życie o 180 stopni? Zapraszam na post, w którym Agnieszka, Emilia, Karina i Kinga podzieliły się swoimi wyspiarskimi doświadczeniami z życia na różnych wyspach, od zimnej europejskiej północy, przez słoneczne śródziemnomorskie klimaty, aż do dalekiej Azji. W tych rozważaniach nie mogłabym pominąć „mojej” Oceanii i Reunionu. Zapraszam do czytania!


To była niedziela, pierwszy dzień mojego pobytu na Wyspie Choinek w 2014 roku. Zestresowana, wciąż poznawałam otaczającą mnie, nową rzeczywistość. Jak się zachować? Jak się zwracać do moich gospodarzy? Na "ty", czy na "pan/pani"? Jak zaproponować pomoc w domu, żeby jednocześnie się nie narzucać? Krok po kroku znajdowałam odpowiedzi na te pytania, czasami myśląc sobie "jakie to zaskakujące!", albo "to takie oczywiste!". Tego dnia, w południe, przygotowywaliśmy obiad. Sabrina, moja mama goszcząca, poprosiła Angelę, swoją ośmioletnią córkę, żeby ta poszła do ogrodu babci, znajdującego się kilka metrów od naszego domku, zerwać z drzewka cytryny, z których miała zostać przygotowana lemoniada. Chcąc się do czegoś przydać, zaproponowałam, że pójdę z małą po owoce, no bo przecież mi łatwiej będzie je zerwać z kilkumetrowego drzewka, niż jej. "Nie możesz iść do ogrodu dziadków, bo jeszcze nie wykonałaś u nich gestu zwyczajowego" - usłyszałam od Sabriny w odpowiedzi na moją propozycję... Czym jest owy gest zwyczajowy i zwyczaj? Dlaczego wciąż jest tak bardzo przestrzegany?


Jak Wam mija tegoroczne lato? Czekacie z niecierpliwością na urlop, czy może już odpoczywacie od pracy i codziennych obowiązków? Ja w końcu zjechałam na dłużej do domu i wzięłam się za przedremontowe porządki. Mam też więcej czasu (i pomysłów!), żeby zająć się blogiem i dzisiaj chcę zaprezentować Wam pomysł na nowy cykl, który zagości na Ethno passion.


Dzisiaj mam coś nie tylko dla zakupoholików ;) Paryż  bez wątpienia jest jedną z europejskich stolic mody. To tutaj, w okolicach tak zwanego Złotego trójkąta (Triangle d’or), znajdują się pracownie i butiki najlepszych francuskich projektantów. Sklepy przy Polach Elizejskich są oblegane cały rok przez tłumy turystów, a Galeries Lafayette przyciągają nie tylko wielkimi markami, które są proponowane w tym wielkim centrum handlowym, ale również niesamowitą architekturą i wystrojem. Jeśli jednak zastanawiacie się, gdzie znaleźć paryskie second-hand’y, najciekawsze pchle targi i kameralne butiki, do których można zajrzeć (a nawet coś kupić) nie będąc milionerem, to dzisiejszy post jest właśnie dla Was!


Już kończy się czerwiec?! Już są wakacje?! Czas pędzi jak szalony! Dopiero co rozpakowywałam mój plecak po powrocie z Nowej Kaledonii i przygotowywałam się do miesiąca w rozjazdach, a już za kilka dni znowu będę w moim kochanym Cieszynie. Dzisiaj mam dla Was porcję zdjęć z Francji! Trzeci czerwcowy weekend spędziłam w Auxerre, u rodzinki, która gościła mnie przez dwa miesiące w czasie mojej wymiany międzykulturowej organizowanej przez AFS. To właśnie oni sprawili, że miałam ochotę wrócić do Francji na dłużej. Od wymiany minęło już prawie osiem lat, ale wciąż pozostajemy z moją rodzinką w kontakcie, dlatego nie mogłam nie zajrzeć do nich będąc w czerwcu w Paryżu...