Wendy’s Secret Garden, Sydney

16.10.14 Karolina 2Komentarzy

Będąc w Sydney miałam duże szczęście spotkać się ze znajomymi, którzy są tam mniej lub bardziej na stałe. W sumie każdy dzień spędzałyśmy czas z kimś innym, odkrywając dzięki temu miejsca, do których same raczej byśmy nie trafiły. Tak było również we wtorek, dzień przed wylotem z Australii (na Nową Kaledonię), kiedy na spacer umówiłyśmy się z moją koleżanką z Pragi. Terka zabrała nas do magicznego ogrodu, ukrytego między trakcjami kolejowymi, a wysokimi wieżowcami. Jest to jedno z tych miejsc, o których nie przeczytacie w przewodnikach :)


Po południu umówiłyśmy się z Terką przy stacji Milsons Point i w drodze do ogrodu zeszłyśmy w stronę zatoki, żeby przyjrzeć się monumentalnemu Sydney Harbour Bridge.


Idąc do Wendy’s Secret Garden nic nie wskazywało na to, że znajdziemy się w tak ukrytym miejscu. Najpierw zobaczyłyśmy mały park z kilkoma ławkami, jednak dopiero schodząc wąską, momentami stromą ścieżką, doszłyśmy do sekretnego ogrodu, który od ponad dwudziestu lat jest pieczołowicie pielęgnowany przez wdowę po znanym australijskim malarzu (Brett Whiteley, zmarł z przedawkowania heroiny). No dobra, może to nie Pani Wendy z zakasanymi rękawami pieli grządki, ale wydaje na pewno mnóstwo kasy na opłacenie ogrodników, którzy systematycznie dbają o to miejsce.



W ogrodzie znajduje się wiele zaułków z ławkami, czy stolikami i krzesłami, przy których można zrobić sobie piknik. Są stare przedmioty, takie jak taczki, dziecięcy rowerek, skrzynka na listy, które zostały pomysłowo wkomponowane w zieloną przestrzeń.


W drodze powrotnej do Circular Quay postanowiłyśmy przejść na piechotę przez Harbour Bridge. Akurat tego dnia pogoda postanowiła dać nam w kość, a mnie już brało przeziębienie. Widoki z wysokiego mostu były jednak wspaniałe i jestem w stanie sobie wyobrazić, że w słoneczny dzień może to być całkiem przyjemny spacer.


Zdjęcia w dzisiejszym poście nie są najlepszej jakości, bo był to jeden z tych dni, kiedy nie chciało mi się wyciągać lustrzanki. Na niektórych zdjęciach widać białą plamę, która jest wynikiem porysowanego obiektywu.

2 komentarze:

  1. Rzeczywiście miałaś dużo szczęścia. Świetne zdjęcia! Poproszę o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Jeszcze więcej zdjęć jest na mojej picassie, zapraszam :) >> picasaweb.google.com/ethnopassion

      Usuń