Zapiski z końca lata

9.9.16 Karolina 6Komentarzy


Dopiero co wylądowałam w Warszawie, po trzech miesiącach spędzonych na Południowym Pacyfiku, a już minęły kolejne trzy miesiące, wypełnione po brzegi intensywnym nadrabianiem wcześniejszej nieobecności. W dzisiejszych zapiskach małe podsumowanie kończącego się lata i wakacji, które, chociaż chciałabym, żeby trwały cały rok, też muszą (choć na chwilę!) się skończyć...


Czas od powrotu z Nowej Kaledonii przepełniony był spotkaniami. Tak naprawdę machina ruszyła już w drodze powrotnej, bo zatrzymałam się na kilka dni w Brisbane. Krótki urlop w Australii w towarzystwie Kasi był wspaniałym podsumowaniem mojego pobytu na drugiej półkuli.

W czerwcu kursowałam między Cieszynem, Krakowem, Warszawą i Paryżem. Wyśmienicie bawiłam się na dwóch weselach przyjaciół, oddawałam ostatnie prace zaliczeniowe na studiach, brałam udział w konferencjach i seminariach mojego laboratorium, no i załatwiałam powyjazdowe formalności (dostawanie stypendiów na wyjazd ma tylko jeden mały minus - trzeba się ze wszystkiego dokładnie rozliczyć). Będąc we Francji odwiedziłam również moją rodzinę goszczącą, dzięki czemu zrelaksowałam się (i najadłam!!!) w malowniczej Burgundii

Pobyt w Paryżu zainspirował mnie do zebrania w jednym miejscu wszystkich informacji przydatnych w przygotowywaniu wyjazdu do stolicy Francji. Jeśli planujecie odwiedzić Paryż, zapraszam do wpisu Wszystko, co musisz wiedzieć o Paryżu.

Drugą połowę lipca spędziłam w Polsce. Dowiedziałam się, że wśród członków delegacji z Nowej Kaledonii, która przyjeżdża do Polski na Światowe Dni Młodzieży, będzie kuzynka mojego kaledońskiego taty goszczącego. Miałam małe problemy, żeby się z nią skontaktować, ale w końcu udało mi się dowiedzieć, że Kaledończycy będą zakwaterowani u rodzin w wiosce Filipowice koło Trzebini. Szybko przygotowałam przedmioty do wykonania gestu zwyczajowego (wszystko o geście i zwyczaju w pierwszym poście z cyklu Ciekawostki z Oceanii) i razem z Mamą pognałam na spotkanie z Kaledończykami! Warto było jechać dwie godziny, żeby poznać tych wspaniałych ludzi, którzy pokonali ponad 17 000 km, żeby dotrzeć do naszego kraju! Wykonując gest zwyczajowy powiedziałam, że mam nadzieję, że zostaną ugoszczeni w Polsce tak wspaniale, jak ja zostałam przyjęta na Nowej Kaledonii. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, tego popołudnia miałam ubraną robe de mission (tradycyjną sukienkę, którą noszą kaledońskie kobiety), którą podarowała mi moja mama goszczącą. Kanakowie, dziękując nam za gest powitania, również wykonali gest w naszą stronę, obdarowując nas pięknymi naszyjnikami z muszelek oraz koszulkami, które kaledońska delegacja przygotowała na ŚDM. Do dziś ciężko mi uwierzyć, że miałam szansę spotkać się z Kanakami w mojej ojczyźnie. To jest właśnie magia spotkania <3

Tegoroczne lato to także czas spotkań w eterze, a wszystko za sprawą zaproszenia do audycji Mali Odkrywcy, którą można usłyszeć w niedzielny poranek w Polskim Radiu Katowice. Końcem lipca miałam przyjemność spotkać się z Panią Redaktor Anią Dudzińską i porozmawiać o moich wyspiarskich doświadczeniach. Jeśli macie ochotę posłuchać moich opowieści, możecie to zrobić na stronie audycji:

Mali Odkrywcy wyruszają na Nową Kaledonię
Reunion - wulkaniczna wyspa na Oceanie Indyjskim

Po aktywnym odpoczynku (w rozjazdach), przyszedł czas na pracę. Pierwsze dwa tygodnie sierpnia spędziłam na robotach w Anglii. Udałam się na międzynarodowy letni obóz językowy, na którym już po raz drugi miałam możliwość prowadzić warsztaty z edukacji międzykulturowej. Kolonijny czas, chociaż był intensywny i męczący, dał mi jednak możliwość spotkania się ze znajomymi (drugą trenerką była moja przyjaciółka z Czech, a wśród kadry było kilkanaście osób z zeszłego roku), no i oczywiście podszlifowania angielskiego. A wszystko to odbywało się w bardzo przyjemnym miejscu w południowo-wschodniej Anglii, w pięknej szkole w Sutton Valence, założonej prawie 500 lat temu!

W czasie campu nie zabrakło czasu na zwiedzanie. Razem z uczniami pojechaliśmy do Brighton i do Londynu. Niedawno dzieliłam się z Wami migawkami ze stolicy Wielkiej Brytanii widzianej z London Eye.

Po pracy przyszedł czas na zasłużony relaks. Tym razem wybór padł na Jurę Krakowsko-Częstochowską, gdzie w dzieciństwie spędzałam wakacje na fantastycznych koloniach fantasy! Uwielbiam powroty do miejsc, które są bliskie mojemu sercu i o tym właśnie powstał ostatni post na blogu.

Po Jurze przyszedł czas na północ Polski, Ińsko i odbywające się w nim Ińskie Lato Filmowe. O urokach tego miejsca i samym festiwalu napiszę więcej już niedługo!

Tegoroczne wakacje to również szansa na pobycie w cieszyńskim domku. Przez miesiąc (z przerwą na wyjazd do Anglii), razem z moją nieocenioną Mamą, remontowałyśmy moje poddasze, co dało mi możliwość gruntownego przetrzepania zawartości pokoju. Nie ukrywam, że takie dokładne porządki miały niezwykle oczyszczające działanie! Remontowy czas w domu umilały mi popołudnia na hamaku, kolacje z przyjaciółmi na tarasie, spacery po moim pięknym mieście, czy pływanie kajakiem, którym Zdzich z Takie tam Z tripa przepłynął niedawno przez Polskę :)

Jesień za pasem, więc zanim przeprowadzę się do Warszawy (sic!), chciałabym wycisnąć jak najwięcej z tych ostatnich dni lata, czego i Wam życzę!

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się ten napis na przystanku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo! Aż zawróciliśmy, żeby zrobić mu zdjęcie!

      Usuń
  2. Jak Ty to robisz? Kiedy masz na to wszystko czas? Podziwiam i pozdrawiam
    Kris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Letni czas rządzi się swoimi prawami ;) Poza tym staram się nabyć zdolności do bilokacji :D Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Gratuluję tak owocnie wypełnionego czasu. I fakt - napis bardzo wymowny ;)

    OdpowiedzUsuń