Porób NIC – czyli o sztuce leniuchowania

21.3.16 Karolina 21Komentarzy


Deadline’y, listy rzeczy do zrobienia „na wczoraj”, liczne spotkania, wymogi, ciągły pośpiech, masa spraw do załatwienia. Wraz z rozwojem technologii, staramy się ułatwić sobie życie, oszczędzić czas i zwiększyć naszą efektywność. Zamiast tego jeszcze bardziej przyspieszamy, mając jeszcze więcej rzeczy do zrobienia. Żyjemy w ciągłym pędzie, a starając się z niego wyrwać, wpadamy w błędne koło. A kiedy w końcu mamy chwilę wolnego, naprawdę wolnego czasu, tylko dla siebie, to nie wiemy co z nią zrobić, jak się porządnie zrelaksować, odprężyć, bo już dawno zapomnieliśmy jak to jest naprawdę leniuchować. Jak trafnie zauważył Ulrich Schnabel, autor książki „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”, leniuchowanie więcej wspólnego niż z liczbą wolnych godzin ma z pewnym nastawieniem, pozwalającym poczuć intensywność chwili. Chwili przeznaczonej dla siebie. Chwili, w której zatrzymamy się w swym zabieganiu, aby rozkoszować się szczęściem tego momentu.

Od kilku miesięcy marzyłam o porządnym leniuchowaniu i obiecałam sobie, że pozwolę sobie na taki relaks właśnie na Nowej Kaledonii. Bo chociaż jestem w pracy (tak, tak, mam pracę marzeń :)), to dla równowagi postanowiłam nauczyć się rozsądnego leniuchowania i nicnierobienia. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi sposobami na taki całkowity relaks, które mam nadzieję dalej wykorzystywać, po powrocie z badań terenowych do Europy.

Po pierwsze: zatrzymaj się.

Żyjemy w pędzie, pod presją, intensywnie, starając się przeżywać wszystko w jak najkrótszym czasie, chcąc od życia więcej i szybciej. A gdyby tak na chwilę się zatrzymać? Zamiast brać kawę na wynos, pędząc do pracy, czy na uczelnię, usiąść spokojnie w kawiarni i… po prosu posiedzieć? Poobserwować otoczenie, porobić nic, bez wiszenia na telefonie i bez skrolowania fejsbuka? To może być chwila, 5-10 minut, pozwalająca nam zatrzymać się w zbieganiu. To może też być celebrowanie porannego śniadania przed rozpoczęciem (rozbieganego) dnia, albo przyjemna przerwa w pracy, spędzona na krótkiej lekturze. Książki, a nie nieprzeczytanych jeszcze tego dnia mejli.

Po drugie: naucz się „higieny informacyjnej”.

Codziennie jesteśmy dosłownie bombardowani różnymi wiadomościami. Zastanówmy się nad jakością tego, co wchłaniamy. Jedne wiadomości, to zwykły spam (niechcianych newsletterów i innych wiadomości, trafiających automatycznie do naszych skrzynek mejlowych możemy z łatwością pozbyć się dzięki aplikacji Unroll.me; bardzo ciekawy i przydatny post o cyfrowych porządkach napisała jakiś czas temu Styledigger). Trudniej jednak zignorować wiadomości, które są skierowane bezpośrednio do nas. Jak korzystać z poczty elektronicznej, żeby bezsensownie nie tracić czasu (na przykład na kilkakrotnym czytaniu tych samych wiadomości)? Najlepiej odbierać swoje e-maile tylko wtedy, kiedy mamy czas, aby od razu się nimi zająć. Dobrym pomysłem jest też wyznaczenie określonego czasu (np. codziennie wieczorem), w którym sprawdzamy pocztę. Przecież nie biega się co piętnaście minut do skrzynki na listy, prawda? Na Nowej Kaledonii, mając ograniczony dostęp do Internetu, zaglądam do mojej skrzynki mejlowej tylko raz w tygodniu i świat się nie kończy, bo większość spraw może poczekać. Podobnie z fejsbukiem. Ile razy przyłapaliście się w wolnym czasie na bezsensownym „podglądaniu” tego, co dzieje się u znajomych? A może by tak ten czas wykorzystać w bardziej konstruktywny sposób? :)


Po trzecie: nie rozpraszaj się.

Sztuka leniuchowania polega między innymi na umiejętności całkowitego oddania się przeżywanej chwili, bycia tutaj w pełni, całym sobą. Może się okazać, że unikanie dekoncentracji i proste niemyślenie sprawia nam wiele trudności. Dlatego trzeba nauczyć się zorganizować pustkę czymś, co nas pasjonuje, tak, aby nie odwracać ciągle swojej uwagi za pomocą telewizora czy Internetu. Można też zaakceptować pustkę i delektować się nią. Porobić dosłowne nic. Posiedzieć, popatrzeć przez okno, pozachwycać się okolicą, pomyśleć. Albo właśnie NIE myśleć. Możecie też medytować, jeździć na rowerze, albo pielić grządki w ogródku. Ważne, żeby całym sobą oddać się temu, co się robi, poczuć flow, zanurzając się całkowicie w naszym działaniu.

Po czwarte: „wyjedź” wewnętrznie.

Nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec świata, żeby się zrelaksować (naprawdę! ;)), chociaż niewątpliwie takie podróże pozwalają nam doświadczyć innej kultury, a także innego sposobu obchodzenia się z czasem i próżnowaniem (o odczuwaniu czasu na Nowej Kaledonii pisałam tutaj). Jak zauważył Ulrich Schnabel, często jednak mamy trudności z przełączeniem się z gorączkowego dnia roboczego na tryb odprężonego leniuchowania. Urlop trwa krótko. Tydzień, dwa i musimy wracać do starych przyzwyczajeń. Dlatego warto nauczyć się „wyłączać” przed zdarzającym się tak rzadko urlopem. Mogą nam w tym pomóc między innymi trzy powyższe wskazówki, pozwalające na przełamanie dotychczasowych przyzwyczajeń i delektowanie się wolnymi chwilami. „Najważniejszą cechą czasu wolnego jest właśnie piękne uczucie wyzbycia się przymusu robienia czegoś szczególnego – to samo dotyczy relaksu”, pisze Schnabel i dodaje, że „relaks nie przychodzi z reguły sam z siebie, lecz wymaga pielęgnacji i przezwyciężania (po części nawet sporych) sił bezwładu”.

Tak więc do dzieła! Poleniuchujcie, zrelaksujcie się, poróbcie nic i przede wszystkim pielęgnujcie tę cenną umiejętność :)

Ciekawa też jestem, jakie Wy macie sposoby i metody na leniuchowanie. Podzielcie się nimi w komentarzach! :)

21 komentarzy:

  1. Pierwszy akapit doskonale opisuje moje życie. Ciągle w biegu, ciągle pod telefonem, ciągle w podróży ... Ciężko zwolnić jak się tak pędzi, bo ciężko zrezygnować z rzeczy, na które się tak ciężko pracowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno. Warto jednak zatrzymać się na chwilę, żeby docenić to, co się ma i złapać chwilę oddechu :)

      Usuń
  2. Stosuję pierwszą i trzecią metodę ;) dodatkowo polecam spacer! Włączam muzykę i nie myślę o niczym podziwiając albo przyrodę albo architekturę :) że nie wspomnę o wyjściu do muzeum i kontemplacji dzieł sztuki!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, spacery są super! :) Łażenie bez celu, bez spraw do załatwienia, zakupów do zrobienia, itd.... :) Wyjście do muzeum też spoko, tylko zależy jakiego muzeum ;)

      Usuń
  3. Ostatnie zdjęcie jest mega!
    Ja kiedy potrzebuję resetu często odwiedzam we Wrocławiu herbaciarnie Czajownia. Świetny klimat, pyszne ciastka, odprężająca muzyka, przyjemne zapachy, szisza i cudowne herbaty. To takie miejsce, w którym mogę po prostu zupełnie "wyczilałtować". Czasami wyłączam telefon na weekendy i nie włączam komputera. Życie w ciągłym biegu prędzej czy później prowadzi do wypalenia. Masz rację - czasem trzeba po prostu poleniuchować. Dla zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Dzięki za info o Czajowni! Chętnie odwiedzę jak będę we Wrocławiu. W Cieszynie też mamy takie miejsce! W polskim Cieszynie herbaciarnia na Zamku, a w Czeskim Cieszynie czajownia przy Moście Wolności :)

      Usuń
  4. Zgadzam się, że warto czasem odciąć się od tych wszystkich bombardujących nas bodźców i skupić się tylko na sobie i odpoczynku/leniuchowaniu.

    Zaskakujące, że im bardziej rozwijamy się technologicznie, tym nicnierobienie staje się trudniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudniejsze, ale jak się w końcu tego nauczymy, to bardziej docenimy to wszystko, co mamy :)

      Usuń
  5. Oj nauka leniuchowania by mi się przydała, naprawdę! Jakoś tak jestem skonstruowana, że jak nic nie robię to mam poczucie winy, że czas leci a ja się opieprzam :) Ale rady dobre, postaram się przestrzegać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam z tym poczuciem winy! Ale nauczyłam się, że takie nicnierobienie też jest potrzebne :)

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się rada, żeby się nie rozpraszać. Teraz wszyscy mówią o wielozadaniowości, a tak się często nie da - lepiej skupić się na jednej rzeczy i ja skończyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ale wcale to nie jest takie proste niestety!

      Usuń
  7. Dla mnie w sumie najlepsze do odpoczynku są wyjazdy. Zakładam tam sobie 2-3 godziny dziennie na pracę, poza tym czasem nie mam dostępu do komputera + dochodzi jeszcze nieco utrudniony kontakt telefoniczny.

    OdpowiedzUsuń
  8. W moim przypadku leniuchowanie buduje kreatywność, która jest moim motorem napędowym. Często leżąc na łóżku wpadam na wspaniałe pomysły, a potem pokonuje lenia i je realizuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Mi też najlepsze pomysły przychodzą, kiedy jestem w fazie nicnierobienia :)

      Usuń
  9. Przede wszystkim odciągnąć się od wszystkiego, zero planów, całość może być poprzedzona sportem czy też Yogą. Wyczyścić trochę myśli i postarać się odpocząć, potem wracając do życia pracujących, pomyśleć na priorytetami, aby zacząć pracę bardziej efektywnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Warto też umówić się i porozmawiać z kimś. Opowiedzieć trochę, z takich rozmów można wiele wynieść zobaczyć co faktycznie się liczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Zawsze warto skonfrontować swoje doświadczenia z punktem widzenia innej osoby.

      Usuń
  11. Ciągłe życie w biegu - skąd ja to znam. Ciągłe telefony, maile, niedokończone sprawy... Czasami warto więc poświęcić końcówkę dnia na lenistwo :) Wyjść na spacer bez telefonu, wyciszyć telefon i obejrzeć ulubiony film czy przeczytać książkę - cokolwiek. Nie jesteśmy robotami, takie odpoczynki są wskazane :) A ciągłą pracą i zabieganiem możemy sobie tylko zaszkodzić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzeba w końcu usiąść i umieć odpocząć.

    OdpowiedzUsuń