Wpisy

Kontrolowana gangsterka – wywiad z Kariną Swachtą o projekcie #jestemkrakow


Noc z 30 na 31 maja. W Grodzie Kraka zawisły lustra z hasztagiem #jestemkrakow. Kilkaset luster. Pojawiły się na fasadach kamienic, drzwiach, przystankach, w witrynach i kawiarniach w całym Krakowie. Lustrzany projekt #jestemkrakow był kulminacją obchodów 120-lecia Muzeum Krakowa. Kto stoi za tym pomysłem i jak to się stało, że beztroskie rozwieszanie lusterek podczas podróży zostało zauważone i docenione przez krakowską instytucję kultury? Dziś zapraszam Was na rozmowę z Kariną Swachtą, czyli cracowgirl – pomysłodawczynią "lusterkowego" zamieszania.

Karolina: Co robiłaś w nocy z 30 na 31 maja? 

Karina: Kontrolowana gangsterka na mieście. :) Tej nocy były rozwieszane lusterka w ramach akcji. Większość z nich przez firmę i osoby zarządzające konkretnymi budynkami, ale zostało kilka bezpańskich miejscówek, do których sama się zgłosiłam. Jeździłam po mieście z przyjacielem i panem taksówkarzem, który okazał się śpiewakiem operowym i przyklejaliśmy lusterka. Fajne uczucie mieć papiery na coś, co wcześniej robiłam partyzancko.


Jak to się zaczęło, jak wpadłaś na pomysł z lusterkami? 

Przez parę lat mieszkałam na Islandii, w Reykjaviku. Postanowiłam wrócić do Polski, ale wiedziałam, że będę tęsknić za miejscem, które było moim domem i przede wszystkim za ludźmi, którzy tam zostali. Chciałam mieć jakieś magiczne połączenie z nimi, móc podglądać to, co się tam dzieje. W Reykjaviku jest bardzo dużo street artu i tak chodząc po ulicach, patrząc na te dzieła sztuki, pomyślałam sobie, że dla mnie to ludzie są najpiękniejszą jej formą. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł z lusterkiem, hasłem "You are street art" i hasztagiem #iamstreetart, żebym mogła zobaczyć ludzi, którzy się w nim przeglądają.

Gdzie zawisło pierwsze lusterko? 

Na Gretisgacie w Reykjaviku, niedaleko mieszkania, w którym wtedy mieszkałam. To lusterko przetrwało najdłużej ze wszystkich, ale niestety już go tam nie ma. Taka jest natura street artu, a szczególnie takiego, który można rozbić.


Faktycznie, byłam w Reykjaviku w marcu i go tam nie znalazłam. A czy rozwieszając lusterka miałaś jakieś problemy? 

Nigdy nie miałam żadnych problemów. Staram się wybierać takie miejsca, w których to nie będzie nikomu przeszkadzać: mosty, opuszczone budynki itp.. Każde lusterko ma swoją historię, bo przyklejałam je zawsze z kimś. W tym jedno z Tobą przecież, w Cieszynie! Tego lusterka po polskiej stronie też już nie ma. Jest za to po stronie czeskiej, ale w bardzo ukrytym miejscu. Jak ktoś je znajdzie, to może się do mnie zgłosić po nagrodę.

To niezłe wyzwanie, bo lusterko jest w dość nietypowym miejscu. Śledzisz to, co dzieje się z lusterkami w innych miastach, krajach? Czy wciąż tam są? 

Od czasu do czasu sprawdzam ten hasztag i poznaję konkretne lusterka. Często ludzie, z którymi je przyklejałam, dają mi znać, co się dzieje z lustrami. Na przykład w Rzymie pomagał mi taki dziennikarz, którego poznałam przez CouchSurfing. Zamontowaliśmy lusterko blisko jego pracy – miał biuro na dworcu, bo prowadził projekt wideo i nagrywał rozmowy z ludźmi na Rimini. Długo wysyłał mi zdjęcia z tego miejsca. Najciekawsze jest to, że ten projekt powstał dla ludzi i to oni są najważniejsi po drugiej stronie.



Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Cracow Girl (@cracowgirl)

Ten aspekt ludzki jest widoczny też w projekcie, który zrealizowałaś z Muzeum Krakowa. Jak doszło do tej współpracy? 

Kasia, która organizowała obchody 120-lecia Muzeum Krakowa, zobaczyła na Facebooku lusterko, które zrobiłam na Kazimierzu i zaprosiła mnie do współpracy. Chciała zrobić z okazji obchodów coś, co zaangażuje mieszkańców.

No i udało się! Ale wyobrażam sobie, że zanim w mieście zawisły lusterka, trzeba było wszystko precyzyjnie zaplanować. Jak przebiegały przygotowania? Jaka była Twoja rola? 

Przy takiej skali projektu jest mnóstwo roboty! Nie można w kominiarce wyskoczyć na miasto z tysiącem lusterek. Wszystko musiało być o wiele bardziej zorganizowane. W projekt było zaangażowanych kilka osób z Muzeum Krakowa. Ja byłam w zespole organizującym obchody i pracowałam przy lusterkach – mapowałam miasto, wybierając miejsca, w których zawisną, rozmawiałam z właścicielami obiektów, żeby wyrazili zgodę na powieszenie lusterka u siebie, działałam w mediach społecznościowych, zorganizowałam również spotkanie dla członków grupy Igers Kraków.




Post udostępniony przez M. (@tikurila)

Efekty możemy zobaczyć na Instagramie Igers Kraków. Ich zdjęcia w mega ciekawy i kreatywny sposób pokazują miasto. A czy miałaś wpływ na ostateczny wygląd projektu? 

Tak, byłam zaangażowana w projekt na każdym etapie. Sporo miejsc było wybranych przez nas, ale wiele było niespodzianką. I to było super, chodzić po mieście i być zaskakiwanym przez kolejne odkrycia! Mi najbardziej zależało na Kazimierzu, na moich ukochanym knajpach i kawiarniach, więc sama zadbałam o to, żeby lusterka się tam pojawiły. 

Świetna robota! Jak ludzie reagują na lusterka? 

Bardzo pozytywnie! Kiedy akcja się zaczęła, to chodziłam po mieście i podglądałam ludzi, jak bawią się nimi. Dużą radość sprawiało mi obserwowanie tego, jak grają z miastem. W odbiciu jesteś Ty, ale jest też Kraków, różne jego twarze. Dla mnie najciekawsze jest oglądanie zdjęć, które ludzie publikują, bo każde lusterko jest wykorzystane inaczej w zależności od tego, kto robi zdjęcie. To trochę tak, jak oglądanie jednego obrazu, który co chwilę jest przemalowywany na nowo. Mieszkańcy sami robią uliczną sztukę, są artystami, my im tylko daliśmy narzędzia. 

Które lusterko, spośród niemal tysiąca, jest Twoim ulubionym? 

Moje ulubione lustro było na drzwiach wejściowych do podziemi rynku. Odbijał się w nim Kościół Mariacki, a to było moje marzenie, odkąd zaczęłam rozklejać lusterka. Myślałam, że to nie będzie możliwe, bo nigdy bym nielegalnie nie montowała czegoś na Sukiennicach z szacunku dla historycznego budynku. I zawsze te lusterka wisiały w takich miejscach, w których odbicie nie było zbyt atrakcyjne. Udało się spełnić moje marzenie i Muzeum Krakowa wzbogaciło ludzkie twarze o przepiękne tło.


To faktycznie niesamowite miejsce i tło do zdjęć! Szkoda, że już je zdjęli. I już na koniec – do czego zachęciłabyś odwiedzających Kraków (a także mieszkańców) i poznających miasto w czasie spacerów? 

Dla mnie miasto to właśnie interaktywna gra, w którą można pograć na własnych zasadach. Zapraszam do grania! Nie traktujcie go zbyt poważnie, nie trzymajcie się ustalonych przez przewodników szlaków. Nie mówię, żeby je ignorować, ale traktować bardziej jako wskazówkę i próbować zwiedzać po swojemu. W Krakowie każdy budynek, nawet ten wyglądający niepozornie, ma swoją historię i można spróbować ją odkryć. Bezdomni z Kazimierza często są artystami lub lokalnymi osobowościami, od których można usłyszeć coś ciekawego. Na podwórkach znajdują się przepiękne witraże, w toaletach ukryte bary, w podziemiach małe dzieła sztuki, a z dachów wyjątkowe widoki. Można pójść na Wawel, a potem dorzucić do tego alternatywne wydarzenie na Zabłociu. Historia, sztuka, polityka, ludzie, architektura, jedzenie, wydarzenia – jest dużo możliwości. Można przekładać sobie różne elementy i budować swoje puzzle o Krakowie lub dołożyć jakiś element od siebie.

Dziękuję Ci za rozmowę i za tę wspaniałą akcję! Dzięki Twojemu pomysłowi spacery po Krakowie są jeszcze przyjemniejsze – sprawdziłam wczoraj! ❤


Jeśli jesteście (albo będziecie) w Krakowie, to rozglądajcie się koniecznie za lusterkami! Wiele zostało w miejscach, w których zostały zawieszone na czas obchodów 120-lecia Muzeum Krakowa. A jeśli znajdziecie któreś z nich, to koniecznie zróbcie zdjęcie i wrzućcie je na Instagrama z hasztagiem #jestemkrakow!


Zdjęcia w artykule są autorstwa Kariny i bardzo jej dziękuję za ich udostępnienie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza