CouchSurfing po raz drugi

6.3.13 Karolina 2Komentarzy

"Znalazłaś kanapę"? Od trzech lat właśnie takie pytanie zadaję sobie przed każdą podróżą. Odkąd rozpoczęłam przygodę z CouchSurfingiem w maju 2010 roku, przed wyjazdem nie szukam hoteli, hosteli, czy schronisk. Szukam wolnego łóżka, kawałka podłogi, dachu nad głową i przede wszystkim dobrego towarzystwa. Podróżowanie kanapowe daje możliwość (poza darmowym noclegiem) poznania mieszkańców miejsca, do którego się wybieramy. O idei CouchSurfingu pisałam już jakiś czas temu. Będąc na Reunionie i na Seszelach ponownie skorzystałam z "coucha", chociaż (w przypadku Reunionu) z moimi gospodarzami nie kontaktowałam się przez stronę couchsurfing.org tylko, dzięki temu, że pozostawaliśmy w kontakcie od mojego ostatniego pobytu na wyspie, skontaktowałam się z nimi bezpośrednio przez e-mail, Facebook czy nawet telefonicznie. Jakie było moje zaskoczenie (i radość) kiedy okazało się, że na 3 tygodnie pobytu wszystkie noce (poza pierwszymi trzema po przylocie na wyspę) spędzimy u poznanych w 2011 roku Francuzów.

Poznając ludzi z CouchSurfingu przypomina mi się moja wymiana we Francji. W ciągu kilku chwil po przekroczeniu progu mieszkania nowych znajomych odkrywasz ich życie, stając się częścią ich codzienności, chociaż przez kilka dni pobytu u nich.
Z jednej strony uwielbiam odkrywać życie moich CouchSurferow, cieszę się, kiedy mogę brać w nim udział (od pomagania w robieniu zakupów, po uczestnictwo w spotkaniach ze znajomymi gospodarzy). Pozwala to odkryć życie codzienne mieszkańców, poznać kulturę, zwyczaje, dowiedzieć się jak żyje się w danym miejscu.


Z drugiej strony lubię niezależność i doceniam kiedy gospodarz ufa mi zostawiając klucz od swojego mieszkania/domu, spędzamy czas razem ale jednocześnie nie siedzimy sobie na głowie.
Staram się nie nadużywać gościnności, a w zamian pomagam w pracach domowych, czy coś gotuję. Czasem jednak trudno jest znaleźć składniki do przygotowania jakiejś polskiej potrawy. Razem z Basią, po nieudanym podejściu do przygotowania placków ziemniaczanych, wymyśliłyśmy prostszą wersję "typowo polskiego przysmaku". Ziemniaki, cebula, boczek, do tego śmietana (kefir) i ewentualnie jajko sadzone. Sma-czne-go.

"Ziemniaki po staropolsku" - potrawa, która podbiła Reunion :D



Ze znalezieniem noclegu na Seszelach miałam trochę większy problem. Jedyni CouchSurferzy mieszkają na największej wyspie - Mahe. Z siedmiu osób, do których wysłałam couch-requesty, odpowiedziały tylko dwie. Na szczęście jedna odpowiedź była pozytywna. W ten sposób  miałyśmy z Marion szansę poznać Jess z Nowej Zelandii, która miesiąc temu przeprowadziła się na Seszele, rozpoczynając pracę w sądzie w Viktorii (The Supreme Court). Jess ma 30 lat, jakiś czas temu rozstała się z chłopakiem i postanowiła zmienić coś w swoim życiu. Spakowała plecak i wyruszyła w podróż po Europie i Afryce, po czym znalazła pracę na Seszelach. Postanowiła zaryzykować, chociaż wcześniej nawet nie wiedziała gdzie leżą te wyspy. Kiedy przyleciałyśmy na Mahe, Jess była dopiero co po przeprowadzce do nowego domu (a raczej chatki), dwie minuty od plaży i oceanu. Przeniosła sie z Viktorii, stolicy Seszeli, do Glacis na północy wyspy. Spędziłyśmy razem z Jess weekend zwiedzając wyspę, nurkując, odpoczywając na plażach. Jess była tak miła, że pozwoliła nam zostawić nasze toboły, żebyśmy mogły popłynąć na druga wyspę (La Digue) z małymi plecakami. Wróciliśmy do Jess dzień przed wylotem z Seszeli, żeby się przepakować, zrelaksować na plaży obok chatki i spędzić ostatni wieczór w jej towarzystwie. Wyjeżdżając z Seszeli w piątek rano, żegnając się z Jess, miałam przeczucie, że chociaż dzielą nas tysiące kilometrów, to jeszcze kiedyś się spotkamy (może w wakacje, kiedy będzie w Europie na ślubie swoich znajomych?).


O tym, jaki świat jest mały pisałam tutaj, wspominając spotkanie na Reunionie z CouchSurferem, który gościł Agnieszkę i mnie na Korsyce w sierpniu 2012 r. 

O tym, jak zacząć przygodę z kanapowym podróżowaniem (do czego bardzo zachęcam :)), możecie przeczytać tutaj.



2 komentarze:

  1. Super! Ja swą przygodę zacznę w tym roku, mam nadzieję, że też będą to tylko pozytywne przeżycia:))

    OdpowiedzUsuń