Wpisy

Praga na wyłączność


Wstrzymane loty, zamknięte granice, odwołane rezerwacje w hotelach i na Airbnb – jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie przypuszczał, że nasze życie na chwilę zwolni. Dla niektórych zatrzyma się. Co dzieje się, kiedy jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miast w Europie nagle pustoszeje? Kiedy znikają setki tysięcy turystów  (w zeszłym roku stolicę Czech odwiedziło ponad 9 milionów turystów!)? Wczoraj, przy okazji spaceru po jedzenie, mieliśmy okazję się o tym przekonać. Zapraszamy Was z Mikołajem (autorem wszystkich zdjęć w tym artykule) na fotograficzny spacer po Pradze, zupełnie innej od tej, której doświadczaliśmy dotychczas.



Plac Wacława tętni życiem o każdej porze dnia i nocy. Przy skrzyżowaniu z ulicą Vodičkovą znajdują się przystanki tramwajowe, na których zawsze jest tłok. Wzdłuż podłużnego Placu ustawiają się taksówki. Plac Wacława to także mnóstwo sklepów (głównie sieciówek), hoteli, barów, restauracji (do większości z nich nigdy nie pójdę, bo ceny są wzięte z kosmosu). To także w okolicach Placu Wacława gromadzą się kieszonkowcy i prostytutki – spacerujący po wielkim Václavák czasem nieuważni turyści są przecież dla nich idealnym łupem. Nie Przepadam za Placem Wacława, zazwyczaj przechodzę przez niego szybkim krokiem, kierując się prosto do celu (na przykład do świetnej knajpy Kantýna, albo do kawiarni Lucerna).


Wczoraj Plac Wacława był wyjątkowo pusty. Wszystkie hotele, sklepy, knajpy były pozamykane. Na ławkach ustawionych na środku placu siedziało trochę Czechów, wszyscy w maseczkach, zachowując bezpieczne odstępy. W życiu nie widziałam tutaj takich pustek, nawet w środku nocy.

Kolejnym przystankiem na trasie naszego spaceru było Havelské tržiště – jedno z najstarszych targowisk w stolicy Czech, czynne cały rok. Można tam kupić głównie pamiątki, więc to przede wszystkim przyjezdni są klientami na licznych straganach. Wczoraj targowisko zamknięte było na cztery spusty.


Wąskimi, brukowanymi uliczkami szliśmy dalej w stronę Rynku Staromiejskiego. Rzadko tutaj bywamy, najczęściej z odwiedzającymi nas gośćmi. Wleczemy się wtedy za innymi turystami zmierzającymi w stronę rynku, aby zobaczyć najsłynniejszy praski zegar – Orloj. Przed pięknie odrestaurowanym Orlojem, zwłaszcza o pełnych godzinach ustawiają się tłumy. Wczoraj na dużym placu przed Ratuszem Staromiejskim było pusto. Tym razem mogliśmy mieć to miejsce niemalże na wyłączność.  W okolicy spacerowało kilkunastu, może kilkadziesiąt Prażaków – z psami, z dziećmi, przyglądając się temu niecodziennemu widokowi opustoszałego miasta.


Na starym mieście, podobnie jak przy Placu Wacława, większość miejsc była zamknięta. Wiele lokali wykorzystuje czas epidemii na zrobienie remontu. Co więcej, w tych najbardziej turystycznych miejscach, niewiele jest usług skierowanych do stałych mieszkańców. W małych, czynnych do późnych godzin nocnych sklepach spożywczych, czy w knajpach w okolicy Rynku i Mostu Karola ceny są kosmiczne!


Knajpy, które działają w obleganym przez turystów centrum, w większości ceny mają ustawione pod przyjezdnych. Kotlet z kurczaka czy gulasz za 290 koron (czyli ok. 50 zł)? Kto bogatemu turyście zabroni? Miejscowi jednak wolą odejść kilka przecznic dalej i zjeść to samo danie za 150 koron. Niektóre z restauracji i kawiarni postanowiły zmienić taktykę, obniżyć ceny i otworzyć się na lokalsów. I właśnie w jednej z restauracji taką różnicę w cenach zauważyłam. Dania kosztujące przed pandemią niemal 300 koron, teraz sprzedawane są po 150. W naszej dzielnicy (mieszkamy na Dejvicach) jest zupełnie inaczej. Większość knajp działa, zamówienia wydając przez okienka/na wynos. Dzięki temu, w czasie spaceru "po dzielni", można napić się pysznej kawy, zjeść lody, napić się piwa i – oczywiście zachowując wszystkie środki ostrożności (maseczka, bezpieczny odstęp, płatność kartą) – poczuć odrobinę normalności.


Wczorajszy spacer do Mostu Karola to była czysta przyjemność. Właśnie ze względu na tłumy unikamy tej okolicy. Wczoraj nie tylko my chcieliśmy doświadczyć tego miejsca. Na Moście było sporo osób, Czechów, którzy pewnie – podobnie jak my – nie są tutaj częstymi gośćmi. Nawet jeśli Most nie był zupełnie opustoszały, to jednak moją uwagę zwrócili ludzie jeżdżący po nim na rowerze. Zazwyczaj nie jest to możliwe.


Mniej ludzi na Moście Karola widziałam tylko raz w życiu – w czasie powodzi w 2013 roku. Most został wtedy całkowicie zamknięty. Więcej zdjęć z tego okresu możecie obejrzeć w fotograficznym wpisie Praga pod wodą.

Ostatnim przystankiem na naszej trasie był Mur Lennona (zachęcam Was do przeczytania artykułu Mikołaja o tej najsłynniejszej ścianie w Pradze!). Również John stosuje się do zaleceń i nosi maseczkę.


Wczorajszy spacer, a także obserwacja relacji z tego, co dzieje się w innych turystycznych, opustoszałych teraz miastach, sprawia, że jeszcze bardziej zastanawiam się nad wpływem masowej turystyki na życie miejskich tkanek, nad procesem gentryfikacji, któremu zostało poddanych wiele praskich dzielnic, nad rolą Airbnb w tych przemianach (wiecie, że w marcu liczba mieszkań do wynajęcia w Pradze wzrosła o 41% (dane za bezrealitky.cz)?). Mieszkając w takim mieście jak Praga, tych negatywnych efektów doświadczamy bezpośrednio. I zastanawiam się, czy to chwilowe zatrzymanie się, coś zmieni? Czy będziemy bardziej odpowiedzialnie podchodzić do naszych podróżniczych wyborów?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza